Ludzie latają w kosmos, a tu na Ziemi medycyna jest bezradna!

Opowiem Wam pewną historię, ale to nie będzie miła historia.

Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką, to usłyszałam z opowieści rodzinnych, że moja Babcia – Matka mojego Ojca wmówiła sobie, że choruje na raka i ze strachu skoczyła do studni i się utopiła, bo tak bardzo bała się choroby.

Moja Mama mi powiedziała, że Babcia wcale nie miała raka, a tylko sobie go wmówiła i tak z taką opowieścią żyłam lata.

Pocieszałam się, że w rodzinie nie było przypadków tej strasznej choroby i wierzyłam, że genetycznie nikt na nią nie zachoruje.

To była komfortowa sytuacja, bo miałam nadzieję, że każdy z rodziny może umrzeć na każdą inną chorobę, ale nie na tego gada, którzy robi spustoszenie w organizmie. To taka marna pociecha, a jednak!

Moja Mama 14 stycznia skończyła 85 lat i nagle przed świętami dostała bardzo mocnych boleści. W prawym boku bardzo ją bolało – nie do zniesienia.

Szpital więc i badania. Okazało się, że ma w sobie, na wątrobie wielkiego guza. Guz jest większy niż mandarynka i do tego nie operacyjny.

Po rodzinie poszła wielka troska o Mamę. Wszyscy pomagamy i wspieramy jak tylko możemy. Odciążamy, pocieszamy, troszczymy się.

Nasze zachowanie jest przyzwoite, bo nikt z nas nie mówi Mamie banałów, że będzie dobrze, skoro wiemy, że dobrze nie będzie.

To jest tylko kwestia czasu, że zdrowie Mamy posypie się w strasznym tempie.

Uważam, że zachowujemy się wszyscy godnie i w rozmowach odciągamy Mamę od złych myśli, zagadując Ją na różne tematy, by tylko nie rozmawiać o chorobie.

To jest trudne bardzo, ale trzeba przyznać, że Mama jest cholernie dzielna, ale do dzisiaj.

Dzisiaj pojechała do szpitala i będę jej robić biopsję w celu ustalenia dalszego, zachowawczego leczenia. Biopsja może spowodować krwotok i dlatego dziś pożegnałam się z Mamą jakbym już nigdy nie mogła tego zrobić, bo i ja się boję, że to będzie ostatnie przytulenie.

Jest już wieczór i Mama jest po zabiegu. Na szczęście nie było krwawienia. Uf…

Jest mi ciężko i jest mi źle i może dlatego o tym piszę, aby się wzmocnić przed nieuchronnym.

Może być tak, że Mama będzie miała jeszcze szansę na wiele dni i o to w myślach proszę.

Morał jest z tego taki, że moja Rodzina nie jest wolna od raka i każdy z nas może zachorować, a ja tak strasznie boję się poddać badaniom. Służba zdrowia jest przeze mnie znienawidzona, co mnie gubi. Nie lubię robić badań i nie lubię lekarzy i tej całej biurokracji i niech mnie śmierć zabierze we śnie!

Przeczytajcie!

W „Newsweeku”: Ma 33 lata, umiera na nowotwór. Opowiada, czego sobie nie życzy umierający.

Czasami tak mnie pochłania myślenie o umieraniu, że zapominam o życiu. Zaraz, zaraz, przecież ja jeszcze żyję – chora na nowotwór 33-letnia Aneta Żukowska, filozofka i antropolożka kultury, mówi, czego sobie nie życzy umierający.

Newsweek: Czy myśl o śmierci można czymkolwiek zagłuszyć? Czy jest pierwszą, jaka przychodzi po przebudzeniu, i ostatnią przed zaśnięciem?

ANETA ŻUKOWSKA: Wszystko, co robię, jest już w kontekście śmierci. Wszelkie decyzje, jakie podejmuję i jakich nie podejmuję. Wolałabym robić już tylko to, na co mam ochotę, jednak nie chcę, żeby moje życie stało się całkiem odmienione, bo to dobre życie. Uwielbiam je. Tyle że sytuacja jest wyjątkowa. Czasami więc przychodzi taka myśl: „Daj sobie spokój z pracą, przecież umierasz! Nie zajmuj się banalnymi rzeczami, nie marnuj czasu, wyjedź!”. Chciałabym poznawać więcej ludzi, przeczytać i napisać więcej książek. I bawić się! Mieć tak zwane życiowe flow, nie czuć lęku, nie mieć poczucia utraty czasu i tego, że coś mnie zatrzymuje.

Aneta, rocznik ’83, chora na nowotwór, czwarty stopień zaawansowania – taki był podpis pod twoim portretem, który został nagrodzony w tegorocznym Grand Press Photo. Ty tam półnaga, bez włosów, z papierosem. Jakie były reakcje?

– Nikt nie skrytykował. Inna sprawa, że jestem teraz pod kloszem, mnie się nie mówi nic przykrego. Jeśli chodzi o palenie (Aneta wyciąga paczkę tytoniu, skręca papierosa i wychodzimy na zewnątrz, żeby mogła się kilka razy zaciągnąć), lekarz powiedział, że w moim stanie nie muszę już z niczego rezygnować. A sesja zdjęciowa to był pomysł na oswojenie się z tym, jak wyglądam. Stanęłam ze sobą twarzą w twarz. Taka wtedy byłam, po chemii, nastawiona ku śmierci. Teraz, w przerwie między chemiami, włosy mi odrosły i nie widać po mnie, że jestem śmiertelnie chora. Ale już tego nie ukrywam.

Na początku ukrywałaś?

– I strasznie mnie to ukrywanie irytowało. Założyć chustkę? Czy czapkę? To niewygodne, a to wkurzające. Ale dopóki sama sobie nie poradziłam z informacją o chorobie, nie chciałam nikomu pokazywać łysej głowy ani z nikim o tym rozmawiać. Udawałam, że to z powodu zmiany stylu nie mam już długich włosów, sukienek i delikatnego makijażu. Kupiłam czerwoną szminkę i kurtkę ze skóry. To był taki rodzaj samoobrony, żeby nikt nie mówił, jaka ze mnie biedna chora kicia. Żeby nikt się nade mną nie litował. Nie zniosłabym tego.

Ale w końcu trzeba było powiedzieć rodzinie, przyjaciołom?

– Wykorzystałam listę mailingową, wszystkim równocześnie przesłałam tę samą treść. Może to wydaje się zimne, ale tak było łatwiej. Nie chciałam rozmawiać, bo najpierw musiałam to sobie gruntownie przemyśleć. Pisząc do wszystkich o tym, co mi jest, w żartobliwym tonie poinformowałam, czego sobie teraz nie życzę.

A czego sobie nie życzysz?

– Pocieszeń w rodzaju: „Będzie dobrze”. Za to byłabym w stanie zagryźć. Jeśli ktoś nie wie, co powiedzieć, niech już lepiej nic nie mówi. Choć może to tylko mnie takie puste pocieszenia działają na nerwy? Może inni chorzy tego potrzebują? W szpitalu słyszałam, jak jedna pani w peruce mówiła drugiej pani w peruce: „Będzie dobrze”. Albo: „Trzeba to jakoś przeżyć”. Pomyślałam: „Jak TO przeżyć? Co przeżyć? Własną śmierć?”. Wolę takich rzeczy nie słuchać. W ogóle nie zaczynam rozmów z innymi chorymi. Boję się.


http://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/umierajac-na-nowotwor-czego-sobie-nie-zyczy-umierajacy-co-opowiada-aneta-zukowska,artykuly,402304,1.html

Print Friendly

Orkiestro graj do końca świata i o jeden dzień dłużej!

 Dzisiaj w Polsce jest głośno i radośnie.

Dzisiaj gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która zbiera pieniądze dla ratowania życia dzieci i seniorów.

Będzie więc ponownie kupowany sprzęt najbardziej nowoczesny, by w ten sprzęt zaopatrywać szpitale w Polsce.

Bardzo czekałam na ten dzień, który niesie wielką radość i nadzieję, że jeszcze mamy cudowne społeczeństwo, które lubi pomagać i nie jest zamknięte na drugiego człowieka.

Dziś zobaczyłam na ulicach uśmiechnięte, pogodne twarze w odróżnieniu od twarzy z partii nam panującej. Twarze zaciśnięte w nienawistnym spojrzeniu na Orkiestrę. Twarze o zaciśniętych ustach, że Owsiakowi ponownie udało się zjednoczyć Naród z wielkim gestem.

Tak bardzo się cieszę, że ten gorszy sort, zdrajcy, komuniści i złodzieje dziś w Polsce, na ulicach szaleje.

Jakie to jest budujące i chwytam chwilę i się napawam, bo jutro znowu na wizję wrócą ci, których uwiera to zjednoczenie gorszego sortu.

Z godziny na godzinę suma zebranych pieniędzy rośnie w siłę i wierzę, że będzie pobity kolejny rekord. Mimo tego, że wiele grup społecznych wycofało się z pomagania ze strachu, to Owsiak da radę dzięki wolontariuszom i dobrym ludziom.

Jest hojny ten gorszy sort. Jest szczodry, a więc duma narodowa jeszcze w Polsce nie umarła. Wciąż potrafimy się cieszyć i bawić, czyniąc jednocześnie wielkie dobro.

Na pohybel TV1, czy inne stacje, którym słowo Orkiestra i Owsiak nie chce przejść przez gardło.

Na pohybel kościołowi, który żyje z datków wierzących, a opluwa Owsiaka i jego akcję. Wstyd!

Na pohybel publicystom, politykom, którzy jak wściekłe psy ujadają w Internecie i plują na szczytny cel. Żal mi tych ludzi, że z zaciśniętą pięścią przeżywają ten jakże radosny dzień.

Ja mam dziś fantastyczny humor i od dawna nie czułam takiej siły i zjednoczenia w Narodzie.

Graj Orkiestro do końca świata i o jednej dzień dłużej.

  

Konferencja PiS w Szczecinie! To dzisiaj siedzi na  niej lepszy sort – bez serca. Ani jednego czerwonego serduszka! Boją się!

Print Friendly

Dzień inny od wszystkich – szalony!

Kiedy nasze dorosłe Dzieci uczą się i pracują nawet w weekendy, bo czasy są burzliwe i niepewne, to My Babcie i Dziadkowie od czasu, do czasu musimy im pomóc w przypilnowaniu ich dzieci, a naszych Wnuków.

I tak u nas dzisiaj było, że Wnusia na parę godzin była z nami.

Godzina 9 rano i telefon, który wybudził nas ze snu.

- Dziadek! Już jestem gotowa, a więc przyjedź po mnie!

Dziadek w tempie młodzieniaszka wsiadł w samochód i za chwilę mieliśmy na stanie Wnusię.

To był intensywny czas spędzony razem, a co robiliśmy?

Najpierw śniadanie, a potem  zabawa, dużo zabaw.

A więc:

- Malowanie kolorowanek wydrukowanych z Internetu.

- Ubieranie laleczek w komputerze.

-  Słuchanie piosenek z komputera.

- Budowanie domków z klocków.

- Zabawa w grę planszową.

- Wyjazd z Dziadkiem na spacer do lasu.

- Budowanie domku z koca i suszarki na ubrania.

- Zabawa w domku i rysowanie na kartkach z bloku nowymi kredkami.

- W międzyczasie obiad.

- Gra w scrabble

- Trochę bajek z TV.

- Rozmowy i wygłupy.

 

I tak przyjemnie minął mój dzień – bardzo inny dzień!

 



Print Friendly

„Światło między oceanami” – to przepiękne kino

Miałam dziś pisać o czym innym, ale obejrzany film pt. „Światło między oceanami” pokrzyżował mi plany.

Obejrzałam i od dawna się tak na filmie nie spłakałam. Cudne, mądre kino, które urzeka przepiękną opowieścią o miłości dwojga ludzi, którzy są skazani na siebie na australijskiej wyspie, z dala od ludzi.

Historia jest niewiarygodna i bardzo wciągająca, a zakończenie filmu zaskakujące i nieprzewidywalne.

Jeśli macie ochotę na obejrzenie tego filmu, to szukajcie go na „Zalukaj”.

Obiecuję, że nikt nie będzie żałował poświęconego czasu.

I tak pokrótce:

Bohater wojenny Tom Sherbourne przyjmuje posadę latarnika na bezludnej wyspie u wybrzeży Australii. Wkrótce przybywa do niego ukochana żona Isabel. Zakochani żyją tu szczęśliwie w rytmie przypływów i odpływów oceanu. Ich największym, niespełnionym pragnieniem jest dziecko. Miesiące bezowocnych starań, dwa poronienia i pogłębiające się uczucie oddalenia zaczyna wpędzać Isabel w depresję. I wtedy zdarza się cud: do wybrzeży wyspy dobija mała łódź, na której pokładzie Tom znajduje martwego mężczyznę i żywe niemowlę. Pod namową Isabel, wiedziony odruchem serca, Tom łamie swoje surowe zasady i godzi się przyjąć dziecko jako własne. Szczęście świeżo upieczonych rodziców wkrótce zaczyna blaknąć, gdy okazuje się, że w okolicy od miesięcy zrozpaczona matka poszukuje zaginionego męża i maleńkiego dziecka.

 

 

 

 

Print Friendly

Popłakałam się!

Nie jest to łzawa historia. Nie jest naciągana, bo Oni naprawdę się kochają, choć nie raz nie było im lekko.

Prezydent Obama podziękował swojej żonie za to, że trwała przy nim tyle lat w jego nielekkiej misji, jaką jest prezydentura w tak ogromnym kraju. 

Michelle musiała mieć stalowe nerwy i przede wszystkim to miłość do Męża Ją uskrzydlała. Kiedy się kocha, to można przejść przez wichry i burze.

Ja jestem bardzo wzruszona, a Prezydent okazał się Prezydentem i Mężem wielkiego formatu. 

Niech im się darzy na nowej ścieżce życia. 

Wzruszające słowa prezydenta Obamy o żonie Michelle

W ostatnim orędziu prezydent Obama w pięknych słowach podziękował swojej żonie Michelle Obama. Musicie zobaczyć to wzruszające wystąpienie!

 

fot. East News

Michelle LaVaughn Robinson, dziewczyno z South Side, przez 25 lat byłaś nie tylko moją żoną i matką moich dzieci, ale także najlepszą przyjaciółką. Przyjęłaś rolę, o którą nie prosiłaś i pełniłaś swoje obowiązki z ogromną gracją, stylem i dobrym humorem„, mówił prezydent.

Sprawiłaś, że Biały Dom stał się miejscem przyjaznym dla każdego, a nowe pokolenie postawiło sobie wyżej poprzeczkę, bo mieli Ciebie za swój wzór do naśladowania (…)„ „Napawasz dumą nie tylko mnie, swojego męża, ale również cały kraj.„, zakończył Barack Obama ze łzami w oczach.

 


http://www.kobieta.pl/gwiazdy/emocje/zobacz/artykul/wzruszajaca-slowa-prezydenta-obamy-o-zonie-michelle/

Print Friendly

Mamy dwie Polski!

To, co dzieje się w naszej Polsce, to już jest nie do zniesienia. Nie mam siły pisać swojego felietonu, gdyż jestem załamana i zdruzgotana. 
Zadaję sobie pytanie dokąd zmierzasz Polsko, a raczej dokąd prowadzi Polskę PiS.
My, którzy wierzyliśmy w praworządność, zostaliśmy potraktowani butem Prezesa i jego wyznawców.
W związku z tym, że nie mam głowy, by pozbierać myśli, wstawiam tekst mojego znajomego z FB, bo jest krótko i na temat fatalnej polityki tego oszalałego i nienawidzącego Polaków człowieka!

Jak Ryszard Petru oraz Włodzimierz Kosiniak – Kamysz oraz Kukiz mogli z tym  człowiekiem usiąść  do jakichkolwiek rozmów – o czymkolwiek!!!
Z człowiekiem, który wypowiada takie słowa:
„Zwyciężymy z całą pewnością. Będzie prawda wbrew tym, którzy tutaj krzyczą. Wbrew tym wszystkim, którzy bronią kłamstwa, którzy bronią kłamstwa także tutaj. Wbrew tym wszystkim, którzy dzisiaj łamią prawo, którzy dzisiaj chcą sparaliżować Sejm, którzy chcą doprowadzić do tego by wielki plan naprawy Rzeczypospolitej się nie udał – mówił Kaczyński.”

„Przyjdzie taki dzień i żadne krzyki, żadne wrzaski, żadne syreny tego nie zmienią. Polska zwycięży wbrew swoim wrogom, wbrew zdrajcom – zakończył przemówienie i dodał, że prawda jest w grobach.”

Dla mnie to nieprawdopodobne aby brat wypowiadał TAKIE SŁOWA o swoich rodakach podczas rocznicy śmierci swojego brata, w jakichkolwiek okolicznościach – chyba, ze ma dusze diabła. Jak Hitler, Stalin i inni zbrodniarze!!!
Po takim dniu naprawdę można porównać to co się obecnie dzieje do faszyzmu!!!

Print Friendly

Właściwości zdrowotne soku z białej kapusty!

Mamy zimę, a więc trudno jest kupić świeże warzywa i owoce, gdyż takowych brakuje na rynku. 

Gdzieś przeczytałam o zbawiennych właściwościach soku z białej kapusty.

Jak przeczytałam, tak postanowiłam przynajmniej, co drugi dzień robić sok z kapusty z dodatkiem marchwi i jabłek.

Mam nadzieję, że mi się nie znudzi i będę konsekwentna w noworocznym postanowieniu.

Od dziś zaczynam z Mężem dostarczanie do organizmu tego soku, choć mycie sokowirówki już nie jest przyjemnym zajęciem. :D

Jeśli kogoś zachęcę, to wspaniale i niżej można przeczytać właściwości tego soku.

Uprzedzam, że nie jest zbyt smaczny i dlatego trzeba dodać marchew, albo jabłko.

Sok z kapusty jest bogatym źródłem zdrowia dla naszych przewodów pokarmowych, wzmacnia odporność i oczyszcza ciało z toksyn. Można go spożywać w dwóch wersjach: świeżo wyciskanej bądź kiszonej. Nasze babcie wiedziały co robią, polecając picie tego soku w przypadku “kaca”, problemów ze stawami i w okresie wytężonej nauki. W jakich jeszcze sytuacjach mogą nam się przypaść jego niezwykłe właściwości?

Kapusta jest popularnym i tanim warzywem, które w naszej kuchni najczęściej występuje w formie gotowanej. A szkoda, bo gotując, pozbawiamy jej najbardziej cennych składników odżywczych i witamin, które mają działanie lecznicze. L-glutamina odbudowuje trakt jelitowy, witamina U (L-metylo-metionino-sulfonian) działa antyzapalnie i gojąco, a siarkowe heteroyty są świetnymi antyseptykami. Oprócz tego w kapuście znajdziemy całą masę karotenu (prowitaminy A), witamin E, K, B1, B2, B3, B6, biotynę, witaminy C i P, a poza tym potas, sód, wapń, fosfor, żelazo, srebro, ołów, nikiel, tytan, molibden, wanad.

Sok z surowej kapusty:

1. Działa anty-rakotwórczo

Dzięki zawartości izocyjanianów, sok z kapusty aktywuje metabolizm estrogenów w organizmie. Proces ten pomaga walczyć m.in. z rakiem jelita grubego, płuc, sutka, prostaty czy żołądka. Znany na całym świecie propagator sokowania Jay Kordich, lecząc więźniów na wyspie Alcatraz udowodnił, że sok z kapusty leczy wrzody żołądka, raka pęcherza, przyspiesza gojenie się ran i zapobiega starzeniu się skóry. Wszystko dzięki witaminie U, która występuje wyłącznie w soku z kapusty i została odkryta w latach pięćdziesiątych jako ta, która ma szerokie działanie lecznicze. Witamina pomaga również w przypadku zapalenia piersi u kobiet karmiących (to stąd popularna metoda obkładania piersi liśćmi z kapusty, które równie skutecznie, co w przypadku zastoju pokarmu, łagodzą również bóle stawów, podrażnienia żołądka i wiele innych dolegliwości).

2. Pomaga w koncentracji

Kapusta jest bogatym źródłem witaminy K i antocyjanów, które pomagają w koncentracji i poprawiają funkcjonowanie mózgu. Spożywanie kapusty chroni również przez chorobą Alzheimera i demencją.

3. Usuwa toksyny z organizmu

Dzięki zawartości siarki i witaminy C, sok z kapusty pomaga usuwać toksyny z organizmu, takie jak kwas moczowy i wolne rodniki. Badania kliniczne pokazują, że regularne spożywanie tego warzywa chroni przed reumatyzmem i artretyzmem.

4. Pomaga kontrolować ciśnienie krwi

Kapusta jest bogatym źródłem potasu, który pomaga rozszerzać naczynia krwionośne, ułatwiając przepływ krwi. Pomaga również przy nadciśnieniu.

5. Łagodzi bóle głowy

Surowy sok z kapusty jest znanym od wieków lekarstwem na przewlekłe bóle głowy. W łagodzeniu migreny pomocne jest przykładanie liści kapusty na czoło.


http://dziecisawazne.pl/sok-z-kapusty/

Print Friendly

Ja nie mam chyba poczucia humoru!

 Co prawda Sylwester już za nami, ale trwa karnawał.

Telewizja Śniadaniowa w TV2 bodajże, pokazała jak powinien wyglądać makijaż na karnawałowe szaleństwa.

Makijażystka pomalowała więc dwie modelki, które kompletnie nie były świadome jak ów makijaż powstaje na ich twarzach i poddały się dobrowolnie temu zabiegowi.

Podobno nawet prowadzący tego programu śniadaniowego zaniemówili, gdyż efekt pracy makijażystki wbił ich w fotel.

Jednym słowem – wyszła masakra i trudno było oprzeć się wrażeniu, że makijażystka poszła o jeden most za daleko, a wyszło to tak:

Pomysł na ten makijaż oczywiście nie obszedł i słynnej „SuperNiani”, która  misternie go sobie zrobiła, a mąż jej cyknął foty.

Taka poważna psycholog rozwojowy błysnęła więc fotami na swoim fan-page i oczywiście miało być zabawnie.

Kiedy zobaczyłam jej dzieło, to sobie pomyślałam, że trzeba mieć odwagę, aby tak się ośmieszyć i w końcu trafić na „Pudelka”.

Pokazałam te foty Mężowi i spytałam, czy mam się też tak pomalować na Sylwestra, a mój Mąż popukał się w głowę.

Ja nie wiem, co mu się w tym makijażu nie podobało? :D

Print Friendly

Kiedy brakuje pieniędzy!

Stałam się posiadaczką tego słonika, zrobionego z papieru i płatków kosmetycznych.

Kiedy przed świętami Mąż mi go przytargał do domu, to moja mina była bezcenna.

Spojrzałam na Męża, spojrzałam na słonika i znowu na Męża i stwierdziłam, że słonika można pokochać, albo znienawidzić.

Niby jest piękny, ale nie do końca.

Niby jest brzydki, ale nie do końca.

Wzrokiem wymusiłam na Mężu wytłumaczenie dlaczego słonik pojawił się w naszym domu i tu już wyjaśniam.

Jakże często ludzie nie mają za co przygotować świąt, bo nie mają pieniędzy.

Dlatego Maż kupił tego słonika za jedyne 20 złotych od dwóch kobiet, które zajmują się takim rzemiosłem, by jako, tako na te święta zarobić.

I tak sobie stoi u mnie ten słonik, który mi przypomina minione święta i ani go wyrzucić, ani go komuś podarować.

Jak się przykurzy, pewnie pójdzie do śmieci, ale póki co, kiedy na niego patrzę, to mam uśmiech na twarzy, bo pokochałam tego elefanta! :D

Print Friendly

Biegniesz biała drogo nie wiadomo jak, nie ma tu nikogo kto by znaczył ślad!

 Wciąż ciepła woda w kranie!
Wciąż ogrzane mieszkania!
Wciąż pełne półki w sklepach
i kto by tam zajmował się TK, Sejmem, Bezprawiem!
Na stronie KOD kłócą się jak psy
i guzik z tego wynika!
Żałosne to wszystko! Opozycja jak flaki z olejem!
Tylko czekać, kiedy PiS weźmie wszystko!
Dług publiczny rośnie jak za Gierka.
a na stronie KOD kłócą się jak psy!

I aby nie śledzić cały dzień tego bałaganu w Polsce, który rozprzestrzenia się jak zaraza – postanowiłam spędzić dzień inaczej.

Nasza 6 letnia Wnusia zadzwoniła do ukochanego Dziadka i spytała, czy Dziadek zabierze ją na sanki, bo Tata jest złożony wysoką temperaturą w łóżku.

Wnusia dzwoni, a więc w naszym domu rozpoczęło się wielkie poruszenie i zabraliśmy Ją do pobliskiego lasu, gdzie śnieg jest świeży i nie rozjeżdżony.

Zabawa trwała godzinę, a potem mieliśmy zaproszenie na obiad do Córki, jako zwieńczenie przyjemnego dnia.

Stwierdzam, że to wszystkim, a zwłaszcza mnie, wyszło na dobre, bo oderwałam się od brudnej polityki.

Nasze dwie sztuki Wnucząt są w Szczecinie i ubolewam, że nie załapały się na kulig, ale może będzie jeszcze okazja, bo zima tak szybko nie odpuści.

 

 

 

Print Friendly