Było ciężko, ale zwyciężyłam!

Aby uciec od okropnej polityki, to pewnego dnia pstrykałam pilotem i tak natrafiłam na program Magdy Mołek – „W roli głównej”.

Lubię ten program i lubię Magdę Mołek, która jako nieliczna z celebrytek chroni swoją prywatność.

Nie znajdziemy nic o niej na „Pudelku”, czy innym portalu plotkarskim.

Taka postawa niezmiernie mi imponuje, bo Pani Magda nie wyskakuje z lodówki jak niejaka Rozenek – Majdan, czy Anna Lewandowska.

Można być więc popularną osobą, a jednocześnie owianą nutką tajemnicy.

Lubię Panią Magdę też za to, że w swoim programie zadaje swojemu rozmówcy wiele pytań, ale takich, by nie urazić rozmówcy, czyli jest to kobieta z wielką klasą i do tego piękną o nieszablonowej urodzie.

Tym razem w „Roli głównej” zaproszenie przyjęła Dorota Szelągowska – córka pisarki Katarzyny Grocholi.

Wywiad odbył się w domu Pani Doroty przepięknie urządzonym, bo Pani Dorota ma taką do tego smykałkę i pomaga innym się cudnie urządzić. Jej program to – „Dorota was urządzi”.

W tym wywiadzie, szczerym do bólu Pani Dorota opowiedziała o swoim dzieciństwie, gdzie pojawił się incydent molestowania, a także o tym, że jej matka nie zawsze była dobrą matką. Często pozostawała tylko sama ze sobą, kiedy matka chorowała na raka. Nie miała w niej żadnego wsparcia, kiedy w domu pojawiał się kolejny mężczyzna matki i kiedy ta pisała swoje powieści.

Mówiła, że to było trudne dzieciństwo, ale na szczęście miała ukochaną babcię, która rozumiała jej problemy i bolączki, a więc ją wspierała.

Opowiedziała o dość trudnych chwilach z pierwszym mężem, który zakochany w swoim zawodzie kompozytora nie dawał jej wiele.

W tym wywiadzie jednak było dużo spokoju i wyważonych myśli i zdań. 

Mnie się spodobało jedno zdanie z tego wywiadu, które sprawiło, że się popłakałam.

Powiedziała, że cokolwiek ją złego spotkało w życiu, to niczego nie żałuje i nie chciałaby, aby cofnąć czas.

Pani Dorota  uważa, że to wszystko ją ukształtowało i spowodowało, że jest teraz w tym miejscu i dziękuje losowi.

Czemu się popłakałam?

Bo miałam w życiu bardzo podobnie i moje dzieciństwo i nastoletnie dorastanie nie było usłane różami.

Kiedy w domu jest przemoc, alkohol i łzy, to się szybciej dorasta i samemu sobie przysięga, że nigdy, ale to nigdy nie zgotuje się piekła swoim Dzieciom i nie powieli się błędów swoich rodziców.

Wiem, że nie udało mi się wiele i w mojej rodzinie były chwile, że źle się działo. 

Jak w każdym domu coś jest nie tak i coś się nie klei i jeśli moje Dzieci były nami rodzicami zawiedzione, to ja jako matka – przepraszam.

Moje dzieciństwo mnie tak ukształtowało, że teraz po czasie mogę stwierdzić, że stałam się przez to uczciwa, ale i harda na przeciwności losu.

Byłam wiele razy upokorzona przez innych ludzi. Byłam obita i zdeptana, ale po każdym takim incydencie potrafiłam się otrzepać, by iść dalej przez życie.

Uważam, że mam w sobie wielki dar uzdrawiania życiowych sytuacji i walczyłam jak lwica o swoją rodzinę. Taką szkołę życia mam z dzieciństwa, które dało mi siłę, że warto bić się o siebie i o to, co się w życiu kocha najbardziej.

Niedługo mam urodziny i życzę sobie sama, aby moje życie przy boku ukochanego mężczyzny jeszcze trochę potrwało.

To na starość mam poczucie pełni szczęścia.

Było ciężko, ale zwyciężyłam.

 

Print Friendly

Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi!

 

Gdybym była młodsza, gdybym była, to w taką pogodę z domu bym wybyła! :D

Jednak tak już jest, bo w moim wieku muszę uważać na słońce i na deszcz! :D I na śnieg też! :D

Cieszę się ogromnie jeśli moi bliscy wypoczywają i łapią chwile szczęścia.

Mnie już doskonale wypoczywa się w domu, kiedy wszystko jakoś się układa.

Potrzebny był mi dziś taki dzień nic nie robienia, a w takich chwilach zbieram swoje roztrzepane myśli związane z chorobą Mamy.

Dziś był stabilny dzień, a więc miałam chwilę oddechu, bo jutro wszystko zacznie się od początku.

Oglądałam w telewizji Święto Wojska Polskiego, ale tym razem nie uroniłam ani jednej łzy.

Dawnymi czasy, to święto mnie ogromnie rozrzewniało, ale za tego rządu jest ono sztucznie napompowane i towarzyszy mu wielka niezgoda – tam u góry.

Dlatego też  mam w nosie to święto i nie działają na mnie wykrzyczane słowa przez Adriana.

Niech sobie wrzeszczy – ja mam pilota!

Piękny dzień minął i jestem w takim nastroju – jak w poniższej piosence:

Piosenka Dżemu!

 Żyj z całych sił

I uśmiechaj się do ludzi
Bo nie jesteś sam
Śpij, nocą śnij
Niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi
Teraz śpij

Niech dobry Bóg
Zawsze cię za rękę trzyma
Kiedy ciemny wiatr
Porywa spokój
Siejąc smutek i zwątpienie
Pamiętaj, że

Jak na deszczu łza
Cały ten świat nie znaczy nic a nic…
Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil…

Idź własną drogą
Bo w tym cały sens istnienia
Żeby umieć żyć
Bez znieczulenia
Bez niepotrzebnych niespełnienia
Myśli złych

Jak na deszczu łza
Cały ten świat nie znaczy nic a nic…
Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil…
Najlepszą z Twoich chwil

Jak na deszczu łza
Cały ten świat nie znaczy nic a nic…
Nie! Nie!
Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil…
Najlepszą z Twoich chwil

 

 

Print Friendly

Mam cudowne Dzieci!

 

 

Dwa tygodnie temu telefon, o czwartej nad ranem do mojej Córki od mojej Mamy!

- Przejedź bo umieram!

Moja Mama miała na tyle przytomności, że zadzwoniła do młodej i mobilnej osoby z samochodem!

Umierała, bo nie mogła się załatwić, gdyż rak wątroby i morfina zrobiły swoje.

Szybka reakcja i sanitariusze znoszą  staruszkę wielce obolałą na krześle z 3 piętra.

Ja śpię spokojnie, bo Córka mnie nie budzi.

Szpital i tam dwa zastrzyki!

Jeden na SOR, a drugi już na oddziale.

Mama wydala z siebie wiadro – wiadomo czego!

Morfina zatrzymała percepcję jelit i stało się!

Moje Dziecko zbiera to z podłogi i zakłada kolejnego pampersa jak 42 lata temu robiła przy niej Babcia, kiedy ja szłam do pracy.

To jakieś zrządzenie losu – tak sobie to układam w głowie.

Siedzę w szpitalu przy Mamie otumanionej lekami, że chyba to już koniec!

Patrzę na każdy oddech i zmieniającą się twarz od fioletowej, po bladą i na usta białe jak ściana.

Myślę sobie, że bo chyba to jednak już koniec! 

Mam nadzieję że może odejdzie we śnie pod wpływem mocnych leków.

Szykuję się na najgorsze i prawie jestem gotowa.

Obie z moim Dzieckiem biegamy między domowymi obowiązkami, a szpitalem.

Mama ma dobre dni! Biegunka się wyciszyła, ale gotuję Mamie zupy na warzywach z kaszką manną jak kiedyś gotowałam swoim dzieciom.

Maskara, bo biegunki wróciły!

Przyjeżdża moje drugie Dziecko, by wesprzeć na parę godzin, ale i Ona ma rodzinę i dzieci. Musi wracać!

Zostaję ja ze starszą Córką na palcu boju. Obie jesteśmy zmęczone, ale trwamy.

Córka zbiera z podłogi, bo na Nią znów trafiło. Pierze kapcie i zabrudzoną koszulę!

Piszę do Niej – o bosze!

Mamę pokuli tak, że ręce sinieją. Kroplówki, kroplówki i zastrzyki przeciwbólowe.

Bolą nogi, a więc moje Dziecko leci po maść p/bólową w nocy i smaruje swojej Babci nogi! Jest ulga!

Moje Dziecko wie, że Jej Matka  nie jest już taka mobilna i zwalnia mnie z najgorszej roboty, ale wciąż się komunikujemy i jesteśmy na telefonie!

Jakże jestem dumną Matką, że wychowałam swoje Dzieci we wrażliwości i które odciążają starą Matkę!

Jakże jestem dumna, bo może kiedyś otrzymam taką opiekę na starość ze strony moich Dzieci!

A tak sumując, to jestem za prawem do samodecydowania, a więc – za eutanazją!

Moja Mama poprosiła o to 3 razy!

A może się jednak mylę z tą eutanazją, bo moja Mama dziś była w bardzo dobrej formie.

Leży wciąż w łóżku, ale psychicznie jest bardzo dobrze. 

Niech każdy dany Jej dzień taki będzie!

Oby jak najdłużej – jednak!

 

Print Friendly

Wycieczka w dzikie miejsce z Mężem!

W ramach odstresowania od chorej Mamy – pojechaliśmy w teren.

Pojechaliśmy tam, gdzie 20 lat temu  Drawieński Park Narodowy należał do nas!

To tam jeździliśmy zbierać grzyby w takich ilościach, że je musiałam sprzedawać i dobrze nawet zarobiłam.

Jechaliśmy kilometrami przez zieloną Puszczę Drawieńską i zaglądaliśmy w nam znajome miejsca.

Odwiedziliśmy starego znajomego, który kiedyś użyczył nam kawałek swojego podwórka, byśmy mogli przekoczować dwa tygodnie w przyczepie  zbierając grzyby. Pozwolił nam je suszyć u siebie w domu.

Staruszek jest po udarze, a miejsce jego zamieszkania praktycznie się nie zmieniło. To miłe uczucie oglądać coś, co budzi wspomnienia.

Odwiedziliśmy naszą ukochaną, niewielką elektrownię wodną – wciąż sprawną w środku lasu, a blisko rzeki Drawa.

Widzieliśmy sporo samochodów z zagranicy, czyli turyści pokochali to ciche i zadbane miejsce z turystyczną infrastrukturą.

Jest co zwiedzać, bo Puszcza rośnie na 115 kilometrów kwadratowych. Znajdziemy tam cudowne, rynnowe jeziora i to przyciąga na spływy kajakowe. Jest to niesamowita przygoda w zgodzie z przyrodą.

Każdy chwali swoje miejsce zamieszkania i jego walory i toteż ja to czynię.

Szyszko niech się nie waży tutaj rżnąć naszych drzew!

Epilog wycieczki był taki, że zajechaliśmy do restauracji potwornie głodni.

Zjedliśmy smaczny obiad, a podana zupa szczawiowa była prawie tak jak moja!

Do tego drugie danie: Zraz wołowy, ziemniaki i zasmażane buraczki!

Pełnia szczęścia, bo ten dzień od miesięcy opieki nad Mamą był mi bardzo potrzebny.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Print Friendly

Miód na serce

 

Życie składa się z niespodzianek też!

Ostatnio mam masę złych chwil i zatroskanych. 

Mama coraz słabsza, co powoduje we mnie tylko lęk, co dalej?

Nie jest to komfortowa sytuacja, kiedy ma się do czynienia z odchodzeniem.

Nie wiele wówczas cieszy! Człowiek żyje jakby w zawieszeniu i z uchem przy telefonie!

Przyszłam ze szpitala skonana, zmartwiona i zatroskana, a tu telefon dzwoni.

- Babciu to ja!

Nie od razu orientuję się które z Wnucząt do mnie dzwoni. Nie od razu poznałam po głosie.

Aż nagle przypomniałam sobie, że dałam numer mojej Wnusi i wsunęłam w kieszonkę w jej telefonie.

Nie umiałam go od razu wbić, bo taki telefon, to dla mnie kosmos.

- Babciu! Dojechaliśmy szczęśliwie na miejsce i już jesteśmy w górach.

- Jechaliśmy w nocy i spotkał nas wielki deszcz.

- Musieliśmy czekać godzinę, aż przestanie i wiesz co? – Byliśmy już w Wieliczce i pokonałam ponad 300 schodów w dół!

I tak mi wszystko opowiadała, a me serce się radowało, bo to pierwszy telefon od Wnucząt do Babci.

Rosną na potęgę, a przecież nie tak dawno były jeszcze w pieluchach.

Czas leci jak zwariowany!

Print Friendly

Robactwo wypełzło dwa lata temu! Jest w polityce!

Polityka interesowała mnie zawsze.

Oczywiście kiedy byłam dzieckiem, to nie wiele z niej rozumiałam, ale czułam w domu atmosferę niepokoju, kiedy w rodzinie słuchano „Radia Wolna Europa”.

Pamiętam, że była tak strasznie zagłuszana, że trzeba było siedzieć bardzo blisko odbiornika, aby wyłapywać jakikolwiek sens przekazu.

Oczywiście, że te obrazy się zatarły, ale częściowo się wryły w pamięć dziecka, a to znaczy, że i tamte czasy były bardzo niespokojne.

Potem założyłam rodzinę i nie miałam czasu na śledzenie wszystkiego, ale i tak byłam na bieżąco.

Nigdy jednak chyba tak nie było, że w polityce było tylu idiotów, co w obecnym rządzie.

Szukam w pamięci polityka, który by tak bulwersował jak teraz Jarosław Kaczyński i śmieszył, bo wczoraj na miesięcznicy rzekł:

„Kończymy, bo zwyciężymy, a jak nie zwyciężymy, to nie skończymy!
Ja cie dole!:.

Pamiętam mowy Lecha Wałęsy i oddaję mu honor, że rzekomo przeskoczył ten płot. Kiedy się wypowiadał, to Urban w tygodniku „Nie” musiał to tłumaczyć na  język polski.

Wałęsie tak zostało do dziś, ale z racji jakiś tam zasług – jest mu wybaczane i ja wybaczam, bo to prosty człowiek, którego Polacy wybrali na Prezydenta. Spuszczam zasłonę milczenia więc.

Mieliśmy 27 lat budowania demokracji i w tym czasie najlepszym politykiem okazał się Donald Tusk.

Tak, bo niezależnie co się o Tusku pisze – ja go uważam za najlepszego polityka tego czasu.

Owszem – miał słabsze chwile, ale któż ich nie ma!

O dwóch lat mamy wysyp robactwa ukrytego w podziemiu, które wypełzło i zachłysnęło się władzunią za przyzwoleniem jakiegoś suwerena, który w robactwie widzi, że Polska wstanie z kolan.

Robactwo zapraszane jest do mediów i tam pokazuje jakim jest robactwem, którym ja się brzydzę!

Robactwo nie przetarło od dwóch lat luster, by zobaczyć jakimi robalami jest!

Na jednej z grup na Facebooku obnażamy to robactwo i robactwa hipokryzję!

Andrzej Rodan – mój znajomy od 7 lat na Facebooku w swoich filmikach pokazuje to robactwo i sądzę, że jesień z Internetem i Rodanem nie będzie nudna.

 

Andrzej Rodan jest absolwentem wydziału filozoficzno-historycznego Uniwersytetu Łódzkiego, pisarzem, filozofem, historykiem i publicystą. Napisał 54 książki historiozoficzne i powieści, ponad tysiąc artykułów i felietonów prasowych oraz ok. dwóch tysięcy felietonów i postów na portalach społecznościowych, w tym na Facebooku. Jego twórczość publikowana jest w kraju i za granicą, a jego książki wydane były w łącznym nakładzie ponad trzech milionów egzemplarzy. Biografia Andrzeja Rodana znajduje się w leksykonie „Kto jest kim w Polsce” („Who is Who in Poland”; Polska Agencja Informacyjna, IV wydanie, str. 796) wśród nazwisk trzech tysięcy najbardziej znanych Polaków.

 





Print Friendly

Kaczyński znajdzie się na śmietniku historii!

To zdjęcie zostało zrobione w Wigilię 88 męczącej miesięcznicy!

Agnieszka Holland patrzy w oczy tym funkcjonariuszom wynajętym z całej Polski.

Biedne w sumie chłopaki! Za kajzerkę i kawał kiełbachy są wykorzystywani.

Nie jeden z nich ma rodzinę, którą opuszcza, bo Prezes się boi!

Takie zdjęcia, to rzadkość, bo jest w tym zdjęciu – moc przekazu.

Ja je nazwałam – „Jak Polacy dali sobie odebrać wolność”.

To zdjęcie jest symboliczne i wierzę, że będzie przekazem dla przyszłych pokoleń.

Nie często zdjęcia mają tak wyraźny przekaz i trudno je zrobić.

A dzisiaj zagraniczni turyści zwiedzający Warszawę przecierali oczy ze zdumienia.

Wsio barykady, zasieki, policja z oprzyrządowaniem, a więc myśleli, że zaraz wybuchnie jakiś Majdan.

Taki przekaz poszedł w świat, że nasza stolica jest obwarowana, bo jeden starszy pan miał fanaberię i niepełnosprawni na wózkach potykali się o barierki.

Kto by tam się przejmował niepełnosprawnymi, turystami ze świata i zwykłymi mieszkańcami tego miasta?

Wyszedł w asyście obłąkańców i przemówił 7 minut, co kosztowało nas podatników – 750 tysięcy!

Wyszedł i okazało się, że to wypalony staruszek i coś tam bredzi 88 raz to samo.

Ale stało się coś bardzo fajnego.

TVN zbojkotował „impreskę”, a białe róże milczały. 

Wypaliło się paliwo smoleńskie – wreszcie!

Zapowiedział, że skończy szaleństwo na 96 miesięcznicy, a wiecie dlaczego?

Bo się staruszek już nagadał i nigdy nie dorówna Hitlerowi i Stalinowi! Tamci jak się rozkręcili, to nawijali i 3 godziny!

W tej partii są tarcia i walka o władzę i na to czekałam!

Kaczyński znajdzie się na śmietniku historii!

Oni się modlą i przeżywają żałobę!

Print Friendly