Mój muzyczny gust od lat się nie zmienia! Potrzebowałam resetu!

Lina Kostenko*

* * *

Boję się ckliwych koleżanek 
ględzących samotników,
lektorów, którym czoła
od tłustych fałd się marszczą,
i mędrców oryginalnych
jak dwumian odkryty na nowo.
Na Boga!
Zbędnymi słowami 
sypią mi w oczy jak kaszą.

Kasza się lepi we włosach, 
dostaje za kołnierz,
załazi w szpary ubrania,
wciska się nawet do butów
i nieznośnie uwiera w stopy.

Zlatują się wróble-minuty.
Dziobią mnie w ciemię, w serce, 
skaczą z ramienia na ramię.
Wtulam głowę w sukienkę, zasłaniam się dłońmi.
Lecz one wpychają dzioby pomiędzy palce, 
kłują mnie w ciemię, w mózg, w potylicę.
Drepczą po plecach. Rozcapierzywszy skrzydła 
naskakują na siebie wzajem i ostro się skubią.
I wreszcie ociężałe, słowami nasyciwszy,
odfruwają.
Powoli się prostuję.
Ale nade mną długo jeszcze 
w kurzawie kaszy polatuje wróbli puch.
A w nocy śnią mi się koszmary.
Przechodzę niby to między dwoma rzędami pękatych worków
i ledwo musnę palcem którykolwiek worek,
z dziur bryzga kasza,
kasza, 
kasza!
I już jest po kostki, po kolana, po ramiona.
Już nie ma czym oddychać.

A w górze na gałęzi
tkwi nieśmiertelny Feniks czasu
i w sypki piasek kaszy roni łzy.
Z tej kaszy można zrobić krupnik 
i ugotować ją do mięsa.
Ale nie można jej zasiać do ziemi, 
bo nie zamachnie się tam na ciemnotę 
zieloną szablą wzrostu.

tłum. z ukraińskiego Józef Waczków

I dlatego trzeba się zresetować!

Print Friendly

Małe miasteczka czasami tętnią życiem!

 Staramy się z Mężem dokumentować to, co dzieje się w naszym miasteczku i albo razem robimy zdjęcia, albo jedno z nas.

Dzisiaj z racji brzydkiej pogody poprosiłam Męża, aby zrobił mi zdjęcia na moją stronę na FB i na bloga.

Działo się u nas dzisiaj dużo, bo swoje święto miała 12 Dywizja Artylerii, a potem odbyła się choszczeńska Sobótka.

Miasto zatętniło życiem :)

 

 

 

 

 

 

 

 

Print Friendly

Chyba ugotowałam zupę królewską!

 

Wczoraj ugotowałam zupę królewską hi hi – z kurkami!

Już jest sezon na te smakowite grzybki i kiedy Mąż mi je dostarczył do domu, to zastanawiałam się, czy zrobić z nich sos, czy też ugotować zupę.

Kurek miałam jakieś 0,5 kg.

W lodówce znalazłam młode marchewki, korzeń pietruszki, spory kawałek selera i pora, oraz dwie kalarepki.

Kurki podsmażyłam na maśle, aż puściły swój, naturalny sok.

Potem podsmażyłam na szkliście dużą cebulę i dołączyłam do kurek.

Ziemniaki i pozostałe składniki pokroiłam w drobną kostkę i też podsmażyłam na patelni, aż na spodzie lekko się przypaliły – dla koloru.

Wszystko to dodałam do wcześniej ugotowanego rosołu, w którym znajdowały się drobniutkie kęski mięsa.

Zaciągnęłam leciutko mąką i dodałam dwie łyżki przecieru pomidorowego,a na koniec garść zielonego koperku.

Na sam koniec dodałam dwie łyżki gęstej śmietany,

Wyszło mi pysznie.

Print Friendly
kr.gif

Dzień Ojca!

Dziś jak zwykle włączyłam telewizor i spotkała mnie miła niespodzianka.

Zaproszeni goście do TVN24 przynieśli ze sobą fotografie swoich Ojców.

Jakże się ucieszyłam, że to święto nabiera mocy prawie tak samo jak Dzień Matki.

Od razu włączyła mi się myśl, czy moje Córki w tym swoim zabieganym życiu będą pamiętały o swoim Ojcu.

Tak siedziałam i gadałam do siebie, czy zapomną, czy nie zapomną?

Nie zapomniały i była wizyta z kwiatkiem dla Taty i coś słodkiego.

Miłe to, że mimo tysięcy zajęć mieliśmy przemiłą wizytę Jednej, a Druga zadzwoniła z życzeniami, bo dzieli nas trochę kilometrów.

To był bardzo przyjemny dzień.

Ale nie wszystkie Dzieci mogły złożyć swoim Ojcom życzenia, bo po prostu już ich nie mają:

 

„A kiedy już zabraknie czasu…” Po raz kolejny zadzwonię do mojego Taty i nic nie powiem.

 

Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1BIE9n4]Rolands Lakis[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/]CC BY[/url]
Fot. Flickr / Rolands Lakis / CC BY

Dzień Ojca, a ja nie przybiegnę ze świadectwem w ręce pokazując Tobie czerwony pasek podczas, gdy Ty zrywasz czereśnie z drzewa. Nie dlatego, że już od dawna nie chodzę do szkoły, a Dzień Taty w tym roku nie wypada na zakończenie roku szkolnego, tylko dlatego, że Ciebie już nie ma.

Nie upiekę Ci tortu z okazji tego święta.

Nie zadzwonię, z życzeniami.
 Osiem lat temu życzyłam Ci, byś był tak samo fantastycznym dziadkiem podwójnym, jakim byłeś dotychczas dla jednego wnuka.

Nie poproszę: Przyjedź, potrzebuję pomocy. Jak wtedy, kiedy nie miałam co zrobić ze Starszym Dzikiem, a Ty przez sześć dni opiekowałeś się nim cudownie.

Nie pojadę z Tobą w Bieszczady,
 które tak bardzo chciałam, żebyś je zobaczył. Moje miejsce na Ziemi. A było tak blisko, miesiąc przed tym, nim odszedłeś, taki wyjazd dostałeś w prezencie. Miałeś jechać latem.

Nie zrobię dla Ciebie już tatara z łososia, który tak lubiłeś.

Nie poczuję szorstkiego policzka na swoim
, bo nie przytulisz mnie, kiedy złożę Ci życzenia. I nie zobaczę mokrych od łez oczu i uśmiechu, który próbował ukryć wzruszenie.

Oczywiście, że nie byłeś Tatą idealnym. Ale byłeś tym, który dawał mi największe wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. Dzięki Tobie miałam odwagę spróbować miliona rzeczy, bo zawsze wiedziałam, że mogę wrócić, że jesteś, by mnie przytulić bez zadawania pytań. Nie oceniałeś, nie moralizowałeś. Kiedy rzucał mnie chłopak, mówiłeś jedynie: „Pamiętaj, że to oni mają biegać z a Tobą, a nie Ty za nimi. Szanuj się„. Kiedy wybierałam studia, rzucałam pracę: „To twój wybór. Pamiętaj, że jestem. Zawsze możesz wrócić.”

 

Oczywiście, że nie byłeś Tatą idealnym. Ale byłeś tym, który dawał mi największe wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. Dzięki Tobie miałam odwagę spróbować miliona rzeczy, bo zawsze wiedziałam, że mogę wrócić, że jesteś, by mnie przytulić bez zadawania pytań. Nie oceniałeś, nie moralizowałeś. Kiedy rzucał mnie chłopak, mówiłeś jedynie: „Pamiętaj, że to oni mają biegać z a Tobą, a nie Ty za nimi. Szanuj się„. Kiedy wybierałam studia, rzucałam pracę: „To twój wybór. Pamiętaj, że jestem. Zawsze możesz wrócić.”

Fot. Flickr/[url=http://bit.ly/1RpFZL5]edward musiak[/url] / [url= https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]CC BY[/url]
Fot. Flickr/edward musiak / CC BY

Pamiętam, kiedy zapaliłam przy Tobie pierwszego papierosa. Dzień przed pisemną maturą. Nic nie powiedziałeś, ale kiedy kręciłam się po domu po północy, a Ty akurat nie spałeś, poczęstowałeś mnie bez słowa. Wiedziałeś doskonale, że palę od kilku lat. Drugiego i ostatniego przy Tobie zapaliłam przed egzaminami na studia.

Pamiętam, jak spóźniłam się do szkoły, bo (nie wiem jakim cudem) oglądaliśmy rano „Nagą broń” i zaśmiewaliśmy się nie patrząc na zegarek.

Pamiętam, jak uczyłeś się pleść warkocze
 na frędzlach od jakiejś narzuty. I gdy zrobiłeś mi do przedszkola dwie kitki – jedna pod drugą, wszystkie koleżanki zazdrościł mi „awangardowej” fryzury, każda chciała taką mieć. A ja kilka lat później ogoliłam się na łyso.

Pamiętam, jak na szkolnym biwaku, jako opiekun, odsmażałeś nam pierogi o drugiej w nocy i godziłeś żeńską i męską część klasy.

Pamiętam kurczaka,
 którego piekłeś w nocy, kiedy nie było wiadomo, czy mama na drugi dzień wróci z modnych wtedy wycieczek na Wschód.I twój głos w telefonie, gdy powiedziałam, że jestem na porodówce i że nie mogę rozmawiać, bo mam skurcz. I wzruszenie, które odebrało głos Najstarszemu Dzikowi, właśnie wtedy, gdy Tobie mówił, że został tatą. Nie zdążyłam Ci powiedzieć ,że byłeś fantastycznym dziadkiem, który słuchał moich wskazówek i kochał, i był dumny spacerując z wózkiem.
Starszy Dzik dziś mówi: „Pamiętam, jak Dziadek zmarł, tak bardzo wtedy płakałaś.”
I dziś też płaczę. I sprawdzam w głowie, czy nadal pamiętam do Ciebie numer telefonu i pewnie go wykręcę słysząc, że takiego już nie ma. Robię to zawsze. Od pięciu lat. Ten jeden raz w roku. W Dniu Ojca. I choć to irracjonalne, to zawsze mam nadzieję, że się odezwiesz, że jeszcze zdążę Ci podziękować za to, że ZAWSZE byłeś.

Za to, że nauczyłeś mnie ufać ludziom
, choć powtarzałeś, że nie mogę być taka naiwna jak Ty.Za to, że nigdy nie ryzykując, pokazałeś mi, że jednak zmiany są dobre i że trzeba walczyć o swoje marzenia.
Za to, że dbałeś o ludzi, choć oni tak rzadko dbali o Ciebie, dzisiaj nie umiem inaczej.

Za słowa
, kiedy byłam stukniętą nastolatką: – Dopóki w szkole będzie dobrze, możesz robić, co chcesz. Teraz masz moje zaufanie, ale pamiętaj, że bardzo łatwo je stracić.


I za miłość bezwarunkową
. Bo ona taka właśnie była. Bez stawiania warunków. Kochanie za wszystko i za nic. Czy ktoś umie tak teraz kochać?Tak nagle Ciebie zabrakło, nie zdążyłam się na to przygotować. Nie zdążyłam sobie wyobrazić świata bez Ciebie. I przeprosić za to, że kiedyś nie wróciłam na noc do domu, a Ty pewnie odchodziłeś od zmysłów. A kiedy mnie zobaczyłeś, przytuliłeś i powiedziałeś, żebym już nigdy tego nie robiła.
Przepraszam Tato, że nie oddzwaniałam, choć obiecywałam, że oddzwonię.Zadzwonię w Dniu Taty pod numer, pod którym nikt się nie odezwie…

PS.



Print Friendly

Może na waciki jej starczy!

Ile zarabiacie,  albo macie emerytury lub renty?? 

Takie retoryczne pytanie.

Pani Małgorzata Sadurska, która była jeszcze chwilę temu szefową Kancelarii Prezydenta właśnie przejęła PZU i PZU „Życie”.

Za te obie fuchy dostanie 180 tysięcy miesięcznie.

Starczy jej jeno na waciki!

Tak się legalnie rozdaje Polaków MILIONY  przy pomocy PiS-u.

Jedyną kwalifikacją  Pani Sadurskiej w ubezpieczeniach jest znajomość programu PiS-u.

Dostanie milionową odprawę w razie jakby ją chciano zwolnić.

Co będzie robiła – nie wiadomo – może kawusię.

To jest tak niemoralne, że aż obrzydliwe!

Obrazek

Polacy masowo zapowiadają zmianę ubezpieczyciela i porzucenie PZU

Print Friendly

Feeria barw dla „A”

 Moja droga „A”, to Tobie dedykuję te kwiaty w wielkim podziękowaniu za tak wiele.

Jakże byłam uboga, kiedy Ciebie nie znałam.

Dziękuję Ci z wszystko i Ty wiesz!

Autorzy zdjęć – ja, Mąż i moje kochane Dziecko buszujące w swoim ogrodzie!

 

 

 Jerzy Górnicki

Kwiaty
pamięci mojej Matki

Gdy głaszczesz liście, zielenieją z radości,
mówisz dzień dobry, czekają poranka,
kropisz wodą, oddychają twoją nadzieją,
milczysz, słuchają śpiewu ptaków za oknem.

Gdy kwitną, samotność nabiera barw,
gdy pachną, wracasz na łąki miłości,
leżysz i patrzysz w zachmurzone niebo
szukając błękitnej dziury wspomnień.

Gdy żółkną i więdną, nie szukasz lekarstw,
czujesz stary ból wyschniętych kości
i zapach świec zgaszonych ciszą,
która brzmi jak rozkołysany dzwon.

Warszawa, czerwiec 2002

z tomu „Samotność”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Print Friendly

Wakacje wczoraj i dziś!

Było skromnie, ale każdy się cieszył, że jest na wakacjach. Do szczęścia wystarczyło jezioro, paprykarz szczeciński i świeże powietrze.

Teraz ludziska jadą na wakacje do Egiptu, Turcji, Grecji, a w najgorszym wypadku nad Bałtyk.

My starsi pamiętamy nasze wakacje, kiedy każda rodzinka miała na stanie namiot i niezbędne akcesoria, aby przeżyć w terenie. 

Moja rodzina często tak spędzała letnie dni, a więc nad jeziorem.

Mieliśmy na stanie namiot, materace, łóżka polowe, koce i butlę gazową, oraz patelnię i szybkowar.

Co my robiliśmy?

Wędkowaliśmy, a potem robiliśmy rybne kotlety – jaka pycha.

Złapane okonie w zalewie octowej – niezapomniany smak.

W szybkowarze gotowało się danie jednogarnkowe z warzyw i odrobiny mięsa – pamiętam ten smak i zapach!

A wieczorem, kiedy słońce nagrzało wodę, kąpałam dzieci przy zachodzie słońca. Nigdy tego nie zapomnę i tych promieni odbijających się w wodzie, bo to były cudowne, wolne od trosk wakacje z korzyścią dla dzieci.

Myślę, że też macie takie wspomnienia.

 

 

 

 

Print Friendly