Klik i wszystko na sprzedaż!

Zbliża się jesienne otwarcie programów telewizyjnych, które powstawały podczas wakacji właśnie.

Jednak to nie przeszkodziło wielu „gwiazdom”, by pojechały gdzieś w daleki świat – na wyspy różnorodne, gdzie jest pięknie i anielsko, by zrobić sobie focie i natychmiast je przesłać na Facebooka, albo innego diabła.

Potem te focie oczywiście znalazły się na „Pudelkach”. „Plotkach” i innych plotkarskich portalach.

Te wakacje z celebrytkami, które absolutnie nie chronią swojej prywatności niejednokrotnie wpędzały mnie w zażenowanie. Tak, tak zaglądam na te portale i ciekawe kto na nie nie zagląda – ha ha.

To nie jest tak, że zazdroszczę im tych wakacji, figury, kostiumu kąpielowego, plaży i słońca, bo przecież ja też kiedyś byłam piękna i młoda, ale moje zdjęcia są w albumach. Nie zazdroszczę, że ja się zestarzałam, a panie w moim wieku wciąż na fali sprzedają swoją prywatność chętnie i ochoczo.

Tak sobie myślę, że te wakacje otworzyły mi oczy na małość tych telewizyjnych celebrytek, a to się wiąże z niechęcią oglądania ich programów.

Nie będę oglądała „Kropki nad „i” – Moniki Olejnik, która prężyła się jak łania przed obiektywem, ale najpierw poddawała ważne, dziejące się w kraju sprawy. Lansowała się na potyczkach PiS-u w kostiumie kąpielowym.

Nie będę oglądała żadnego programu z Małgorzatą Rozenek, która wraz z Radziem Majdanem przemierzyli Wietnam za dolara dziennie, a potem na potęgę lansowali się na gorącej plaży. Wszystko dla kasy, co uwiera i mierzi.

Nie będę oglądała „Dzień dobry TVN” z panią Rusin, która skacze i podryguje przed obiektywem, aby tylko zrobić na złość swojej odwiecznej rywalce – Hannie Lis, co to jej męża zabrała.

Nie będę też oglądała programu śniadaniowego z panią Kalczyńską, która kiedyś była niezłą dziennikarką, a celebryctwo uderzyło jej do głowy i na zdjęciach wkłada sobie dłoń w matosy kąpielowe.

Nie będę oglądała „Kuchennych rewolucji”, gdyż szanowna Magda Gessler po pijaku, czy też pod wpływem kokainy robi dysputy ze swoimi fanami i wychodzi to żenująco.

Co będę oglądała więc?

Będę oglądała „Szkło kontaktowe”, bo panowie nie istnieją na Facebooku i nie sprzedają swojej prywatności.

Będę oglądała Annę Jędrzejowską i Justynę Pochanke, bo to są kobiety z klasą, a ich prywatność jest święta.

Nie chcę wyjść w tym wpisie na zgreda, ale pragnę nadmienić, że zawsze lubiłam normalność z odrobiną pieprzu, ale niechaj to będzie inteligentne i ze smakiem.

Odrzucam kicz kategorycznie i pchanie się na szkło w kostiumie kąpielowym, co jest straszną taniochą!

 

 

 

 

 

Print Friendly

A po chusteczkę nam taki „Prezydent”

Czy widzieliście w mediach jakiegoś przywódcę państwa, który zamiast rządzić sprawiedliwie, to klęczy jak zaklęty?

Czy widzieliście Obamę, Merkel, Hollande, Królową Elżbietę, aby tak sobie klęczeli i brudzili garderobę?

Czy widzieliście kogoś z przywódców, aby okręcili się o 360 stopni i padali zaraz na kolana, bo ja nie widziałam!

Takie rzeczy to tylko w Polsce, po przejęciu władzy przez wielce katolicką, choć Poddańczą i Spaczoną partię pod wezwaniem Prezesa Kaczyńskiego.

Podczas swoich wystąpień, uroczystości nacechowanych pseudo katolicyzmem – wszyscy padają na kolana jak jeden mąż i jak jedna żona.

Wszystko to jest tak cholernie fałszywe, że oglądając ich dostaje się natychmiast niestrawności, czkawki, a nawet wymiotów, choć nie zjadło się niczego zepsutego.

Normalne organizmy tak reagują, kiedy widzą tych wszystkich, jakże bogobojnych na klęczkach w każdej sytuacji, kiedy postępują wbrew prawu i Konstytucji.

Faryzeusze rządzą Polską i ją skutecznie rozwalają pod przykryciem katolickiego podejścia wg. Biblii!

Nie wiem czy śmiać się, czy też płakać, bo jakże przyzwoite było by pochylenie głowy i stosowny ukłon, a nie zaraz padanie na kolana.

Ciekawa jestem co „Prezydentowi” dosypują kucharze, bo zdaje się, że trochę bromu mu dosypują, aby kręgosłup moralny nie stał jak silny dąb, a uginał się jak giętki fiut!

Polsko, dokąd zmierzasz pod wezwaniem fiuta PAD-a

 

 

 

 

 

 

 

 

Print Friendly

10 lat są już ze sobą – rodzinne świętowanie!

Od rana wielkie poruszenie, gdyż szykowaliśmy się do wyjazdu. Moja kochana, młodsza Córka i też kochany Zięć obchodzili okrągłą rocznicę swojego małżeństwa.

To już 10 lat są ze sobą, w ciągu których urodziło im się dwoje Dzieci. 

Przygotowałam dla nich z tej okazji życzenia, które zostały odczytane w szczecińskiej restauracji „Cafe Secesja”, w której zjedliśmy uroczysty obiad, a brzmiały tak:

 

Kochani  10 letni!

Tak wczoraj wieczorem sobie myślałam o tym, jak tu złożyć Wam życzenia, by były trochę śmieszne, choć szczere.

Na świecie wszystkie Matki i Ojcowie życzą swoim dzieciom jak najlepiej i tak:

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy we Włoszech, a tam słońce, świeży powiew wiatru od morza.

Siedzimy sobie wszyscy na wzniesieniu, podczas naszej uroczystości, a w koło pną się soczyste winorośle.

Jemy i pijemy dużo wina – jak to we Włoszech. Nasze potrawy pachną bazylią i podjadamy różne rodzaje serów, a co chwilę wznoszone są toasty na Waszą cześć.

Przeważnie rodzice, co chwilę się podnoszą i wykrzykują, głośno, z miłością – AMORE, AMORE, AMORE!

Ktoś inny  krzyczy po hiszpańsku – BESOS, BESOS, BESOS!

Takie są te południowe rodziny, że jest głośno, bardzo emocjonalnie, bo taki jest ich temperament!

A my tu w Polsce jesteśmy inni. Nigdy  nie dorównamy włoskiej tradycji i sposobowi na wyrażanie emocji, a więc tak po polsku – trochę ciszej – życzę Wam miłości na całe życie! Życzę pielęgnacji Waszego uczucia i przede wszystkim wzajemnej pomocy w chwilach dobrych i złych. Jednak najważniejsza jest radość patrzenia na dorastanie Waszych dzieci. Pozwólcie sobie na to, by się razem zestarzeć!

 

Kochamy Was i niech Wam sprzyjają wszystkie dobre moce!

Ale to nie koniec świętowania, bo zostałam znienacka zaskoczona kwiatami i bonem, z okazji moich urodzin. 

Spędziliśmy więc cudowne, rodzinne chwile, takie, których się nie zapomina. 

Kilka zdjęć z uroczystego klimatu, kiedy byliśmy wszyscy rodzinnie przy stole – od najstarszego pokolenia, po najmłodsze.

Print Friendly

To był dzień, pełen wrażeń!

Lato, lato, już po lecie. Staszek Gazda jest na mecie. Na wirażu dodał gazu, aż się znalazł na cmentarzu!

Pamiętacie to z dzieciństwa? :)

A tu figa z makiem, bo dzisiejszy dzień był pełen słońca i dobrej energii – nie tylko słonecznej.

Tak mi się udało spędzić z Rodziną kilka godzin nad naszym jeziorem.

Było szybko, ostro, prawie ekstremalnie, ale Babcia odważnie wsiadła na łódkę i razem z Dziadkiem daliśmy czadu. 

Wiatr we włosach, serce bliżej gardła, ale Babcia dała radę i nawet jakiś filmik udało się nakręcić. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Print Friendly

Jak polityka niszczy rodzinne więzi!

Jestem żoną, matką i babcią i też przeżywam na swój sposób politykę w Polsce, ale na Boga! Nie upadłam na głowę i nie upadnę, by zachowywać się tak, jak babcia w poniższym tekście.

Ja wciąż czekam na polityka przez duże „P” i wiem, że się doczekam i kiedyś napiszę na blogu, że warto było czekać na te piękne czasy! :)

„MOJA BABCIA PRZEZ GADZINOWĄ TVP ZAMIENIŁA SIĘ W ZOMBIE. NIENAWIDZI WSZYSTKICH: ROSJI, NIEMCÓW, UE…”

Karolina Pochwatka (młoda pisarka) o swojej relacji z babcią po tym, jak PiS doszedł do władzy!

 

 


http://polityczek.pl/index.php/uncategorised/622-moja-babcia-przez-gadzinowa-tvp-zamienila-sie-w-zombie-nienawidzi-wszystkich-rosji-niemcow-ue

Print Friendly

„Powtórnie narodzony” – to film arcydzieło

Niby ludzie oglądają filmy. Niby czekają na wszystkie nowości. Niby poświęcają swój czas na festiwale filmowe, a jednak w sieci miało jest dyskusji na temat obejrzanego filmu.

Owszem, są recenzje na różnych portalach, a jednak komentarzy pod nimi brak, albo są śladowe.

Najwięcej komentarzy na temat danego filmu można przeczytać na „Filmweb” i tam najchętniej zaglądam i ja kiedy chcę się dowiedzieć, czy warto poświęcić swój czas na określony tytuł.

Tym właśnie sposobem zdecydowałam się na długi, ponad dwugodzinny film pt. „Powtórnie narodzony” w reżyserii Sergio Castellitto z przepiękną i utalentowaną aktorką Penélope Cruz.

Ależ ona w tym filmie zagrała, to klękajcie narody i choć wiele recenzji pomniejszyły jej grę, to ja sądzę, że zagrała rewelacyjnie.

Film jest wielowątkowy i nie można go sobie skracać, przewijając sceny, bo automatycznie się pogubimy w fabule.

Nie można oglądać tego filmu od niechcenia, bo szkoda wówczas czasu. Film jest z tych produkcji, które zapadają w pamięci na zawsze i to jest wielki atut tego filmu.

Choć film ma różne recenzje, bo takie bardzo krytyczne, to dla mnie ten film jest arcydziełem w sztuce filmowej.

Po obejrzeniu filmu długo siedziałam i analizowałam wątki i także się spłakałam. Nie da się tego filmu zamknąć w laptopie i wyłączyć ze znudzenia, bo film nie jest nudny, a porywający.

Nie chcę opisywać treści, ale zdradzę, że mamy w fabule wielką miłość wplecioną w zawirowania wojenne w Sarajewie. 

Końcówka filmu wbija w fotel.

Kilka komentarzy wklejam na zachętę:

 

Bardzo interesujące kino z świetnie poprowadzona historia,w której przeplatają się ciekawe cytaty. Solidna opowieść , która porusza wyobraźnię. 7,5/10

 

jeden z piękniejszych filmów o miłości, oddaniu, namiętności, pasji i wszystkim co napędza życie, jaki kiedykolwiek widziałam.. wzruszenie, które pojawia się niemal od pierwszych scen trzyma nas tak do ostatniej.. mocne, poezyjne kino, któremu trudno się oprzeć.

 

Mnie poruszyl!!! Obejrzalam, a teraz siedzę i myślę… Film niejednoznaczyny.

Piękne postacie, wspaniała gra aktorska. Ten film ma tyle płaszczyzn i jest tak różnorodny. Wspaniała rola Penelope Cruz i wszystkich innych aktorów. Doskonała muzyka. Ten film jest naprawdę warty polecenia.

To jest film, który trzeba obejrzeć. Jest rewelacyjny, ciekawy, wciągający i trzymający w napięciu do samego końca. Długo nie mogłam zasnąć po obejrzeniu tego filmu. Rewelacyjna rola Penelope. To nie jest kolejny film o pięknej miłości ludźmi których największym problemem są własne uczucia i dlatego właśnie jest rewelacyjny.

 

 

 

Print Friendly

Uzasadniony strach przed stalkerem!

Kto mnie czyta dłużej, ten wie, że mam na plecach dwie hejterki, trolle, jak zwał, tak zwał.

Te osoby nie są zdrowe psychicznie, bo żaden zdrowy człowiek nie zachowuje się w sieci, ani w realu w taki sposób, że uprzykrza innej osobie życie.

Łódź! Świeża sprawa – obgadana w telewizji na tysiąc sposobów, a ja się pytam dlaczego dopiero teraz?

Teraz, kiedy 50 letni, niezrównoważony mężczyzna psychicznie, oblewa swoją ofiarę kwasem w sądzie?

Nękał 39 letnią kobietę w Internecie, a kiedy nie zgadzała się na jego miłosne amory, to tak ją potraktował kwasem, w miejscu, gdzie ta kobieta powinna czuć się bezpiecznie.

Kobieta ma poparzone 20% swojego ciała – twarz, oko, szyję i piersi i aktualnie zajmuje się nią służba zdrowia.

Poszła do sądu, bo miała gościa w garści. Na pewno miała dowody na jej nękanie, które były tak niezbite, że zdecydowała się pójść z tym walczyć. To nie są łatwe sprawy i bardzo często są ignorowane przez Prokuraturę i Policję. Sprawy te są umarzane ze względu na niską szkodliwość i braku zagrożenia życia. Ja tak właśnie miałam umorzoną sprawę – na brak zagrożenia życia! Policja umyła ręce, ale ja nie popuściłam i sprawa toczy się nadal.

Na usta cisną się dwa pytania: 

- Dlaczego skrzywdzona osoba została pozostawiona sama sobie, bo Policja zlekceważyła sprawę?

- Dlaczego nikt nie sprawdził pijanego mężczyzny, co wnosi do sądu? Za pazuchą miał w pojemniku kwas siarkowy, którego użył w sądzie!

Jak się czują stróże prawa, którzy zajmowali się tą sprawą? Mam nadzieję, że po tym wydarzeniu przestaną traktować podobne sprawy w lekceważący sposób, aby tylko im się papierki w teczkach zgadzały!

Mam nadzieję, że to wydarzenie uczuli wszystkich, aby przestali odbijać piłeczkę, a poszkodowany zostaje sam z problemem.

Mój adres jest w sieci z racji prowadzonej działalności i wiecie co?

Boję się być sama w mieszkaniu, bo choć moje hejterki mieszkają w linii prostej jakieś 500 kilometrów ode mnie, to zamykam się i nie otwieram nikomu, kogo nie znam.

Boję się, że psychopatka wsiądzie w pociąg i mnie odnajdzie i zrobi mi krzywdę, a mam uzasadnione powody do strachu!

Niech ta sprawa z Łodzi będzie drogowskazem dla sądów i służb wszelakich, że nie wolno oddalać i umarzać takich spraw, bo nigdy nie wiadomo kto kryje się za takimi perfidnymi działaniami. Może w końcu się ktoś obudzi w tym kraju, gdyż za stalkingiem nie stoi nigdy zdrowy człowiek, a niezdiagnozowany psychopata!

Print Friendly

Piszą o moim mieście – duma rozpiera!

Wśród jezior, lasów i legend. Choszczno, dobre miejsce do aktywnego wypoczynku.

Choszczno to gmina, w której można zregenerować siły na różne sposoby – na plaży, na spacerze wzdłuż jeziora, pływając kajakiem przez zielone kanały, łowiąc ryby albo podczas partyjki golfa.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Ze Szczecina do Choszczna jedzie się ok. godziny. Centrum miasta jest bardzo blisko malowniczego jeziora Klukom, ale w gminie jest wiele jezior, np. Stobno, Żeńsko, Raduń czy Korytowskie przy Korytowie, które uchodzi za najstarszą miejscowość w tej okolicy (początki osady sięgają IX w.).
Zielone centrumLasy i jeziora sprawiają, że Choszczno to idealne miejsce dla poszukujących spokojnego wypoczynku. Nawet w centrum miasta jest tu sporo zieleni, skwerów, parków, w tym pięknie położony przy jeziorze park im. Kardynała Wyszyńskiego. Ciekawym elementem jest skwer Holenderski (pełen kwiatów, ze stylizowanymi ławeczkami, lampami) przy kanale odchodzącym z jeziora. Ze skweru warto przejść się ścieżką wzdłuż linii brzegowej jeziora. Tuż za miejską plażą można zboczyć ze ścieżki i wspiąć się na niewysoką Górę Miejską, do 1933 r. nazywaną Górą Żydowską. To pozostałość po licznej mniejszości żydowskiej, która zamieszkiwała te okolice od XIV w. Istniały tu synagoga i cmentarz żydowski, zniszczony w latach 70. XX w. (dziś pozostałością po żydowskiej historii są fragmenty muru). Wzniesienie funkcjonuje teraz jako park miejski.

Niezwykła płaskorzeźba

W centrum miasta zachowały się obwarowania z XIV i XV w. Niegdyś miały ponad 1,5 km długości, a do miasta prowadziły trzy bramy. Niestety, mur bardzo ucierpiał podczas wojny. Najlepiej zachowane fragmenty są przy ul. 22 Lipca i ul. Mur Południowy.

Przy ul. Piastowskiej obok muru jest skwer z placem zabaw dla dzieci.

Za największy zabytek Choszczna uchodzi „Drzewo Jessego”. To wyobrażenie drzewa genealogicznego Chrystusa, zaczynając od Jessego, ojca króla Dawida. To motyw popularny w sztuce m.in. średniowiecza. Niewiele z nich przetrwało do naszych czasów, a jedną z takich perełek znajdziemy właśnie w Choszcznie, we wnęce południowej ściany prezbiterium kościoła NMP przy rynku miejskim. Drzewa Jessego mogły mieć różne formy, choszczeńskie to ceramiczna płaskorzeźba.

We wnętrzu świątyni, wybudowanej w XIV w. przez zakon joannitów, są także m.in. epitafia nagrobne burmistrza Mikołaja Rebentischa (z XV w.) i Elżbiety von Schack, fundatorki dachu kościoła (z XVIII w.).

Inny ciekawy zabytek sakralny w gminie to kościół pw. św. Stanisława Kostki w Korytowie, z XIII w., przebudowany w XVI w.

Na rower i golfa

W Choszcznie dobrze poczują się miłośnicy aktywnego spędzania czasu. Oprócz ścieżek dookoła jeziora piesi i rowerzyści mogą się tutaj wybrać np. zielonym szlakiem z Choszczna do Recza (17 km). Z kolei Klub Turystyki Rowerowej „Voyager” przy PTTK w Choszcznie przygotował 83-kilometrowy szlak rowerowy, który zaczyna się i kończy w mieście, a przebiega przez ciekawe miejsca i miejscowości w gminie.

W Choszcznie swoje specjalne miejsce mają kolarze. W 2002 r. powstała tu, wówczas jedyna w kraju, Aleja Gwiazd Kolarstwa Polskiego (u zbiegu ul. Piastowskiej i Rybackiej). Na mosiężnych tabliczkach są odciski dłoni m.in. Ryszarda Szurkowskiego, Lecha Piaseckiego, Stanisława Szozdy, Janusza Kierzkowskiego.

Alternatywą dla pływania w jeziorze jest pobliski aquapark ”Wodny raj” przy ul. Chrobrego. Wśród atrakcji są basen sportowy i rekreacyjny, czy 52-metrowa zjeżdżalnia.

Centrum sportów wodnych jest miejska plaża w Choszcznie, piaskowa, czysta i zadbana.

Dookoła jest duży trawnik, na którym można sobie urządzić piknik. Jest też boisko do siatkówki. Z tarasu pobliskiej restauracji mamy wspaniały widok na jezioro Klukom.

Przy plaży jest wypożyczalnia sprzętu wodnego. Po jeziorze pływa statek turystyczny „Volvega”. Jedną z turystycznych atrakcji dla kajakarzy jest Szlak Trzech Jezior łączący Klukom, Żeńsko i Raduń. Wędkarze znajdą w okolicy sporo ukrytych wśród drzew pomostów.

Z kolei w Raduniu pod Choszcznem jest pięknie położone pole golfowe „Modry Las”. Rozciąga się na 130 ha. Zostało zaprojektowane przez amerykańskiego golfistę Gary’ego Playera. Można tutaj również wynająć nocleg i wziąć lekcję gry.

Dla miłośników legend

W Choszcznie można też znaleźć nawiązania do legend dotyczących powstania miasta. Na rondzie Partnerstwa stoi drewniana rzeźba Choszcza, legendarnego założyciela grodu. Zaś na rogu ulic Piastowskiej i Jagiełły można odkryć wyjątkowy okaz – Lipę Siedmiu Braci. To tak naprawdę połączone ze sobą drzewa, choć niestety jeden z pni został zniszczony w pożarze. Z drzewem wiąże się legenda mówiąca nie tylko o początkach Choszczna, ale też okolicznych miejscowości, np. Myśliborza czy Lipian. Wiele wieków temu na te ziemie mieli przybyć Wieleci, Słowianie połabscy, na których czele stał Wszesimir. Pozwolił on siedmiu swoim synom założyć własne grody, ale najpierw zebrał ich razem niedaleko jeziora Klukom i nakazał każdemu zasadzić świętą lipę – miała być symbolem jedności ich rodu. Z czasem drzewa zrosły się i zaczęły wyglądać jakby wyrastały z jednego pnia. Niestety, po śmierci ojca bracia zapomnieli o jedności i zaczęli toczyć między sobą wojny. Wspólnota przestała być ich siłą, więc stali się łatwym łupem dla okolicznych rodów. Choszcz, wnuk Wszesimira, postanowił jednak, że Choszczno będzie bronić świętej lipy, która stoi do dziś.

Cały tekst: 
http://szczecin.wyborcza.pl/szczecin/1,150424,20567172,wsrod-jezior-lasow-i-legend-choszczno-dobre-miejsce-do-aktywnego.html#ixzz4I5hnT3W1

Wkleję kilka zdjęć zrobionych dzisiaj :)

Print Friendly

Tak sobie gadam sama ze sobą!

Tak sobie obserwuję scenę polityczną i tak sobie dywaguję sama ze sobą.

Kiedy byłam o wiele lat młodsza, to byłam wielką egoistką, a na czym ten mój egoizm polegał, to postaram się wytłumaczyć.

Obserwowałam jak starzeje się moja Mama i myślałam egoistycznie, że nie będę sapała nigdy wchodząc na schody.

Nigdy nie posiwieję, a także nie będę nosiła okularów do czytania i do telewizora, bo mnie to po prostu nie dosięgnie.

Myślałam, że siłą sugestii zatrzymam wszystkie te procesy i nie dopuszczałam do siebie, że ta starość zapuka do mojego ciała.

Co się stało po przeżyciu jeszcze kilkanaście lat? Tak – wspinając się po schodach już muszę odpoczywać, a także już muszę farbować włosy, bo skronie obsypane są srebrem. Obok mnie zawsze są dwie pary okularów, gdyż bez nich nie napisałabym na blogu ani jednej notki, a bez drugich oglądam świat jak przez mgłę.

Było się tak stawiać – sama gadam do siebie i z każdym rokiem pokornieję i kłaniam się w kierunku wszystkich, dobrych ludzi w moim wieku. Wiem, że chorują i wiem, że choroba izoluje ich od innych ludzi. Wiem, że resztkami sił wychodzą ze swoich mieszkań, aby jeszcze pobyć z drugim człowiekiem, bo są tak samotni w tych swoich mieszkankach. Opuszczeni przez bliskich, bo bliscy nie mają dla nich czasu.

Ja mam Męża i chwała za to! Doceniam ten fakt jak nigdy przedtem i opuściło mnie poczucie, że nigdy się nie zestarzeję, bo jest to niemożliwe, bo ja nie chcę! Starość jest sprawiedliwa i dotyka wszystkich bez względu na pochodzenie, wykształcenie i majątek. Nikt przed starością nie ucieknie, choć niektórzy żyją dłużej, co uwarunkowane jest różnymi czynnikami.

Żyłam tak, aby nikomu w życiu nie robić przykrości. Żyłam tak, by nikogo nie poniżać i nikim nie gardzić, a najbardziej mi zależało na tym, by rodzina była w całości i nie rozleciała się. Poświęciłam na to całe swoje życie i się udało – póki co!

Dopóki żyję, to będę walczyła o to, by rodzina się rozumiała i wszyscy jej członkowie sobie byli bliscy i spieszyli z pomocą.

Może być tak, że choroba złoży mnie na amen. Może być tak, że będę jeździła na wózku. Może być tak, że konieczna będzie opieka całodobowa, ale zawsze sobie spojrzę uczciwie w oczy i nie będę się niczego wstydziła. Powiem sobie, że starałam się być dobrym człowiekiem!

Do czego zmierzam?

Nie mogę zdzierżyć tego, że niejaki Zbigniew Ziobro, który w Polsce ma potężną władzę położył na szali doświadczenie i wykształcenie profesora Rzeplińskiego, który jeszcze stoi na straży prawa w Polsce. Jednak Zbigniew Ziobro postanowił, iż należy największy autorytet w tej dziedzinie – zniszczyć! Uda mu się to, tak jak udało mu się zabić Barbarę Blidę za rządów w 2005/07!

Zbigniew Ziobro dopiero się rozkręca i zniszczy po drodze jeszcze nie jednego człowieka i ja to wiem! Zniszczy nie jedną karierę i nie jeden życiorys i  tu mam pytanie!

Czy na starość, która i jego dopadnie będzie mógł spojrzeć sobie w twarz!?

Tfu! Tak się zeszmacić dla Prezesa Kaczyńskiego i dla kariery! Kiedyś przyjdzie czas rozliczeń, ale tego jeszcze Główny Prokurator nie wie, bo jest krótkowzrocznym egoistą i karierowiczem. Ma dzieci i żonę. Jak oni kiedyś zniosą ten sąd nad nim?

Druga sprawa, to co Ziobro ma na Prezesa, że oddał w jego ręce tak poważny odcinek w Polsce? Czy Ziobro ma haka na Prezesa i stąd ta nominacja na potężnego ministra, który trzęsie policją, sądami i prokuraturą? Może tu chodzi o pranie kasy w „SKOKACH’?

To wszystko jest bardzo niejasne, tak jak niejasny jest szybki powrót Macierewicza ze Smoleńska, który być może wrócił tak szybko do Polski po katastrofie, by zatrzeć ostatnią rozmowę Prezesa Kaczyńskiego z bratem! Opłacało się!

Rączka, rączkę myje i teraz daje się najważniejsze ordery aptekarzom, a my jesteśmy oszukiwani i wmawia się Narodowi, że to jest dobra zmiana.

Tak się kręci ta polityka, że nóż w kieszeni się otwiera i ponawiam pytanie!

- Jak oni spojrzą sobie w oczy na stare lata, kiedy przyjdzie się rozliczyć z życiem?

Wiem jedno, że profesor Rzepliński, kiedy przyjdzie mu odchodzić będzie miał oczy czyste i pełne wiary w to, że jego walka o prawo polskie nie pójdzie na marne, a kiedyś to jemu będą stawiać pomniki!

Print Friendly

A Ty inna kobieto co byś zrobiła?

Mam 44 lata i trójkę dzieci. Pół roku temu poznałam prawdę, która wywróciła mój świat do góry nogami.

 

Na początku niczego nie podejrzewałam. Mój mąż później wracał z pracy, zaczął się umawiać z kolegami na piwo, chociaż wcześniej robił to bardzo rzadko.

Pewnego dnia mąż zostawił telefon na stole w kuchni, a sam poszedł na spacer z psem. Nie, nie zaczęłam przeglądać jego wiadomości. Po prostu odebrałam telefon.

Dzwoniła ONA. Powiedziała do słuchawki coś w rodzaju ” Część kotku, widzimy się dzisiaj wieczorem?” Kiedy to usłyszałam, wszystkie elementy układanki złożyły się w całość. Nie rozłączyłam się, nie zaczęłam histerycznie krzyczeć. Zwyczajnie się przedstawiłam. Kobieta po drugiej stronie telefonu była zdziwiona, ale również zachowała spokój.

Okazało się, że to jego koleżanka z pracy, młodsza od niego o 10 lat. Wiedziała, że ma żonę i dzieci. Powiedziała, że czuła się samotna po własnym rozwodzie i zagłuszyła wyrzuty sumienia. Spotykali się od miesiąca. W jej głosie było słychać poczucie winy.

Rozłączyła się, a ja zdałam sobie sprawę, że nie wiem co dalej. Nie powiedziała, że zakończy ten związek. Ja też o tym nie wspomniałam. Co teraz? Nie mogłam wyobrazić sobie rozwodu, ale nie byłam w stanie myśleć, że będę spała z tym człowiekiem w jednym łóżku.

Dlaczego mnie zdradził? Wiem, że nie wyglądam już tak jak kiedyś. Przez lata przybyło mi parę zmarszczek i kilogramów. Często chodziłam zmęczona, łącząc obowiązki domowe z pracą i z wychowaniem dzieci. Przestaliśmy rozmawiać, oddaliliśmy się od siebie.

Uświadomiłam sobie, że mimo wszystko go kocham i chcę walczyć o ten związek. Poza tym były jeszcze nasze dzieci. Wprawdzie nasz najstarszy syn właśnie zdawał maturę, niedługo wyfrunie z gniazda, ale młodsze córki potrzebują obojga rodziców.

Mąż po powrocie ze spaceru zastał mnie we łzach. Długo tego dnia rozmawialiśmy. Przepraszał mnie co chwila. Kolejne miesiące były bardzo ciężkie. On szukał nowej pracy, żeby odciąć się od byłej kochanki. Zapisaliśmy się na terapię małżeńską. Dużo się kłóciliśmy, parę razy miałam ochotę wystawić jego walizki za drzwi. Nie zrobiłam tego. W końcu rozmowy i wspólnie spędzany czas zaczęły przynosić rezultaty.

Poszliśmy na randkę. Taką prawdziwą, do restauracji, na kolację przy świecach. Na przeciwko siebie znowu dostrzegłam osobę, w której się zakochałam. Wtedy on klęknął na jedno kolano, wyjął z kieszeni pierścionek i zapytał, czy chcę odnowić przysięgę małżeńską. Popłakałam się ze szczęścia.

Jutro w obecności rodziny i przyjaciół, znowu wyznamy sobie miłość. A potem będziemy tańczyć do białego rana!

Wiem, że dla wielu z Was to może być głupie i naiwne, ale pamiętajcie, że życie nie jest czarno białe. Nigdy nie zapomnę tego, co czułam, kiedy poznałam prawdę, ale wiem, że o to uczucie i naszą rodzinę warto jest walczyć do końca!


Ta historia naszej Czytelniczki daje do myślenia. Trzymamy kciuki za jej małżeństwo!


http://niezwykle.pl/niezwykle/1,144981,20067808,mam-44-lata-i-trojke-dzieci-pol-roku-temu-poznalam-prawde.html

Print Friendly