Po co piszę bloga?

Po cichu
po wielkiemu cichu
idu sobie ku miastu na zwiadu
i idu i patrzu

[Na ulicach cichosza
na chodnikach cichosza
nie ma Komorowskiego
i nie ma Tuska. :D

Wyszłam sobie dziś na spacer trochę przymusowo. Za oknem aura raczej na spacer nie zapraszała, bo zimno i mgliście, ale jak mus, to mus.

Szłam sobie tak i po drodze robiłam zdjęcia, bo coś się jednak w małym miasteczku działo.

Ekipa remontowa uszczelniała jakąś pękniętą rurę. Na trawniku porażająca ilość buteleczek po małpeczkach w jednym miejscu. W okół ładnego bloku dużo zieleni, co znaczy, że mieszkańcom tego budynku zależy na estetyce.

Ot takie przemyślenia po drodze zawsze mi się włączają, kiedy wychodzę z domu. Lubię obserwować małomiasteczkową rzeczywistość, ale do rzeczy.

Wystarczy słuchać ludzi i zapamiętywać, co mówią, a trochę mówią, co faktycznie dzieje się w moim miasteczku. Myślę, że tak dzieje się teraz w całej Polsce, bo i na wsi i w dużych miastach.

W moim miasteczku nie ma przemysłu już wcale. Jeśli ludzie pracują, to przede wszystkim w urzędach, szkołach, sądzie, w służbie zdrowia i tej roboty trzymają się rękoma i nogami. Jak wszyscy chcą żyć, ale niestety w mieście moim zapanował wielki strach. Ludzie lada chwilę mogą stracić swoją pracę, bo szemrze się o tym w kuluarach. Mają się dobierać do Wójtów, Burmistrzów i Prezydentów, a co się z tym wiąże – wiadomo, bo roszady.

Boją się nauczyciele i boją się urzędnicy. Boją się ludzie pracujący w sądach i szpitalach, gdyż walec PiS nie oszczędzi nikogo.

W moim mieście ludzie zamilkli i boją się wypowiadać na temat obecnej linii partyjnej. Ludzie są zastraszeni i to się czuje w rozmowach z nimi. Padł na ludzi blady strach, że nawet małżeństwa pracujące w oświacie mogą nagle stracić robotę. Oboje!

Jeśli walec będzie wyrównywał wszystko, to ludzie zaczną masowo wyjeżdżać z Polski i moje miasto stanie się miejscem starych ludzi, gdzie tylko kościół w środku miasta będzie na nich czekał.

Ileż młodzieży wyjechało z Polski, bo nie mieli tu perspektyw, a teraz wyjedzie ich jeszcze więcej,  bo walec wyrówna wszystko i nie będzie się liczyło żadne wykształcenie, a znajomości w tej machinie niszczącej.

Wystarczy przyłożyć ucho gdzie trzeba, by usłyszeć szmer strachu i widzieć zdziwione oczy, że nie spodziewali się tego, co robią teraz z Polską. 

Ciekawe czasy nastały i będzie o czym pisać, choć niektórzy zadają mi pytanie – na co mi ten blog. Po co właściwie piszę?

Owszem, jestem w wieku seniora, ale czy to oznacza, że mam nie zabierać głosu w sprawach arcyważnych? 

Mam siedzieć w fotelu i szydełkować skarpety dla wnucząt, których nigdy nie założą? Mam dziergać swetry dla nich, których też nie założą?

Piszę bo lubię, bo mnie interesuje, bo się buntuję, bo myślę jeszcze, bo się wściekam, bo mnie dziwi i ćwiczę swój mózg i pobudzam go do aktywności, a więc dajcie mi spokój.

Chcę pozostawić po sobie coś i choć nie raz denerwuję kogoś, to pisać będę do czasu, kiedy mi zdrowie dopisze.

Kiedyś zamilknę!

 

 

 

 

 

 

Print Friendly

Tajemnica Matki!

Zbliżały się kolejne święta Bożego Narodzenia i kolejne bez dzieci.

Dzieci Pani Bożeny pojechały daleko w świat, aby po studiach zarabiać lepsze pieniądze, a więc Jan pojechał do Libii, gdzie jako inżynier budowy mostów zarabiał kokosy. Tam założył rodzinę. Urodziło mu się dwoje dzieci, kiedy ożenił się z piękną Libanką. Wybudował  dom i wcale nie myślał o powrocie do kraju – do matki.

Córka Pani Bożeny – Ewa, też po studiach wyjechała, ale do Kanady i w tym pięknym kraju się zakochała. Nie wyszła nigdy za mąż, ale oddała się całkowicie pracy naukowej. Mieszkała w domku na wzgórzu, wśród kanadyjskich lasów i pisała. Była tam szczęśliwa i czuła się wolna.

Pani Bożena wyjęła z szuflady pokaźny brulion i trochę z nudów zaczęła pisać swoją historię.

Tęskniła za dziećmi i może dlatego zapragnęła pisać, by oddalić od siebie samotność.

Po domu szurała już kapciami, bo nogi odmawiały jej posłuszeństwa, gdyż niestety już stała się starowinką.

Wszystko robiła już na zwolnionych obrotach, a więc ile zrobiła, to zrobiła, a przecież i tak jej dzieci jej nie odwiedzą w te kolejne święta, więc coraz mniej się starała.  Mają za daleko, tak sobie to tłumaczyła.

Usiadła wygodnie przy stole, przeznaczonym na świąteczne obiady. Stole zasłanym pięknie wyhaftowanym obrusem. Wzięła długopis i zaczęła pisać drżącą ręką i dość już niewyraźnym pismem. Wszak miała już 90 lat i w związku z tym wzrok już też był zbyt słaby.

Zaczęła pisać pamiętnik, ale jej to nie wyszło i w krótko napisała kilka zdań, a brzmiały one tak:

„Moje kochane dzieci! Jestem już starą kobietą, ale wciąż Waszą matką.

Jak wiecie, że Wasz ojciec został zastrzelony w Katyniu przez rosyjskich bandziorów, a ja długo nie mogłam się z tego podnieść, Załamał się mój cały świat, a przecież miałam Was na wychowaniu i musiałam dbać o to, byście wyrośli na dobrych i wykształconych ludzi. Państwo o nas nie dbało, a o Katyniu się nie mówiło, bo w kraju panował chaos i nikt nic dokładnie nie wiedział.

Musiałam sobie jakoś radzić, by zdobyć pieniądze na to, by Was nakarmić i odziać, oraz wykształcić.

To było bardzo trudne zadanie, a z pensji ze sprzątania nie byłam w stanie niczego Wam zagwarantować, a tak bardzo Was kochałam.

Byłam ładna i zgrabna i podobałam się mężczyznom i tak zaczęłam pracę w domu zwanym  -burdelem. 

Zaspokajałam aparatczyków z PRL i z tej profesji czerpałam pieniądze dla Was moje kochane dzieci.

Nie było mi łatwo, ale musiałam, byście skończyli studia i nie musieli się tak upodlić jak ja. Robiłam to wszystko tylko dla Was!

Kiedy wyjechaliście, to zapomnieliście o mnie. Kartki z zagranicy stawały się coraz bardziej rzadkie, a smsy słane w treści – jak się mamo czujesz nie dawały mi radości. 

Żegnam was moje kochane dzieci.

Nie zniosę kolejnych, samotnych świąt”.

Kiedy dzieci Bożeny przyleciały na pogrzeb matki, to przeczytały jej wyznanie, tak skrzętnie ukrywane.

Z listu matki dowiedzieli się, że kiedyś dobry Niemiec dał jej kapsułkę z arszenikiem i tak zabiła się Bożena.

W wieku 90 lat odeszła samotna i zapomniana, ale skromny swój dobytek zapisała na pół dla między swoje dzieci.

Zrozumieli wszystko i Ewa zabrała ciało matki na kanadyjski cmentarz, aby miała najbliżej, by składać kwiaty na grobie Matki!

Print Friendly

Mikołaj nie żyje!

Mikołaj nie żyje!  
Tak przynajmniej uczy 6-letnie dzieci – katechetka, na lekcji religii w jaworznickiej podstawówce.  
Uczy też, aby nie wierzyły rodzicom, bo oni je ..okłamują i jest inaczej.
Coś takiego przekazuje pierwszakom pani od religii!  
Na dodatek rzuca kluczami, nazywa dzieci „szatanami” i odprawia jakieś egzorcyzmy z świecą i kamieniem, gdzie jednej z dziewczynek zapaliły się włosy, ale szkoła to zataiła! 
Kiedy rodzice zgłaszali zastrzeżenia dotyczące pani Taborskiej – katechetki, szkoła łącznie z samą panią katechetką, twierdziły, że: dzieci są niewychowane i rodzice powinni je zdyscyplinować,  (ciekawe czym??)
Tłumaczenie szkoły? - „Dzieciom od małego trzeba hartować ducha”  
ŹRÓDŁO

Niestety zwykle bardziej niż na własnych dzieciach zależy rodzicom na opinii proboszcza i innych „bo co ludzie powiedzą?”/ „co z komunią? / co z bierzmowaniem? itp.”
Zacofanie i pseudo-wiara na pokaz są porażające.  
Jeśli ktoś naprawdę jest wierzący i naprawdę zależy mu na przekazaniu tych wartości dziecku – będzie to potrafił zrobić sam z dobrym przykładem własnym.

 A u mnie już z akcentem świątecznym i niech szlag trafi oszołomów pod rządami tego nierządu!


Print Friendly

Coraz bliżej święta!

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia.

To cudny czas będzie jak zawsze spędzony z Rodziną.

Oczywiście będzie choinka, światełka, nakryty stół, ozdoby i koniecznie musi być dobra atmosfera, gdyż to jest podstawą świętowania. Tak więc żadnych tematów politycznych przy stole, a tylko prezenty, spożywanie świątecznego jadła, kolędy.

Nie jestem zgorzałą katoliczką, ale traktuję te święta, jako święto rodzinne, które powinno zostać w pamięci wszystkich, aż do następnych świąt spędzonych w gronie rodzinnym. To jest dla mnie priorytetem, a oprawa świąteczna jest dla mnie cudnym dodatkiem, który cieszy oko.

Uwielbiam polskie kolędy, a najbardziej „Lulajże Jezuniu, moja perełko”.

Uważam, że polskie kolędy są najpiękniesze na świecie i cieszą moje uwrażliwione na muzykę uszy.

Zawsze szybciej chwytałam melodię od treści piosenek, a muszę się pochwalić, że kiedyś dość ładnie śpiewałam w sopranie. :)

Czasami, a może nawet często rozmawiam sama ze sobą i zadaję sobie pytanie – dlaczego jestem tak z dala od kościoła? Dlaczego mam awersję do księży? Dlaczego nie potrafię pokochać Boga?

Odpowiedź nie jest prosta, ale wynika to chyba z tego, że kościół skrzętnie ukrywa pedofilię.

Już Papież Jan Paweł II wiedział, co w kuluarach kościoła się dzieje, a jednak przymykał na to oko i nic z tym nie zrobił. Przyjmował u siebie założyciela Legionów Chrystusa, który gwałcił notorycznie dzieci i miał żonę i dzieci. Nazywał się  Marcial Maciel i można o nim poczytać w sieci na Wikipedii. Niestety, ale nie był jedynym, który krzywdził dzieci. Ich jest tysiące!

Obejrzałam film na Vod pt. „Kościół za zamkniętymi drzwiami”, z którego dowiedziałam się o wielkich draństwach w kościele i zmroziło mnie po raz kolejny!

To nie powinno tak być, że w kościele na całym świecie gwałcone są tysiące dzieci, którym łamie się życie i życie ich rodzin.

Właśnie Papież Benedykt zrezygonował z papiestwa, bo nie potrafił sobie z tym procederem poradzić. Wolał odejść, kiedy różne środowiska antypedofilskie dobierały się mu do skóry.

Nie godzę się na to i dlatego moje święta są dalekie od kościoła. Uważam dziecko za świętość i żadna pseudoświętośc nie powinna go krzywdzić.

To tyle moich rozważań, ale od jutra szykuję dom na rodzinne święta.

Obejrzycie najpiękniejsze rekamy świąteczne 2016 roku i wysłuchajcie cudownej kolędy w wykonaniu męża Oli Kwaśniewskiej – Pana Badacha :)

Print Friendly

Kiedy talentu brak

Kiedy byłam w Paryżu, a było to 17 lat temu chyba, to trafiłam do dzielnicy paryskiej bohemy na Montmartre.

Ileż tam spotkałam malarzy zakochanych w Paryżu, a jednocześnie setki turystów, którzy przemierzali wąskie uliczki, między kamieniczkami i podziwiali ludzkie talenty.

Zakochałam się w tym miejscu i ja, bo to była uczta dla duszy, a obserwowanie tych artystów podczas pracy, było wielką przyjemnością.

Pamiętam do dzisiaj, że byłam zauroczona, zachwycona i mogłabym tak chodzić w tamtym miejscu bez końca, bo wszędzie czaiły się kolory i niespodzianki.

Czemu o tym piszę?

Ano dlatego, że nie zostałam obdarzona talentem w kwestii rysunku, czy malowania obrazów.

Moja kreska ołówkiem zawsze była niezdarna i nie wiem jak udało mi się w szkole podstawowej zaliczać przedmiot – rysunki.

Zdradzę jak to sobie z tym przedmiotem radziłam.

Na kilku książkach kładłam szybę, a pod spód wkładałam zapaloną lampkę.

Na szybie kładłam rysunek do przekalkowania i na wierzch kartkę z bloku rysunkowego i tak powstawało dzieło uczennicy Eli.

Potem tylko trzeba było pokolorować i gotowe ha ha.

Skoro zabrakło talentu do przenoszenia na papier tego, co widziałam postanowiłam więc, że będę fotografowała to, co mnie zaciekawi i zauroczy.

Nie ruszam się w plener bez aparatu fotograficznego więc w ten sposób patrzę na świat.

Dzisiejsze zdjęcia są pełne słońca, bo u nas na zachodzie dziś go nie brakowało, kiedy na południu Polski już spadł śnieg.

Może kiedyś dorobię się lepszego aparatu, z większym obiektywem i bajerami, to dopiero będę szaleć.

Dobrej nocy. :)

 

 

 

 

 

 

 

 

Print Friendly

Czy świat już wie, że Polska ciemnogrodem już stoi!

Kiedy byłam dziewczynką w szkole podstawowej, to w zasadzie nie było takiego przedmiotu jak „życie w rodzinie”, czy też innego, który wprowadzał w życie seksualne, dojrzewanie, dorastanie.

W domach też nie wiele się na ten temat mówiło, bo to był temat tabu, a rodzice byli często zapracowani i nie wiedzieli właściwie, że dzieci należy uświadamiać w domu, bo szkoła w tym temacie kulała.

Pamiętam, że z koleżankami dorwałyśmy książkę pt. „O dziewczętach dla dziewcząt” i z wypiekami na twarzy czytałyśmy ją na ogrodzie działkowym jednej z nas w altanie.

Książka ta odpowiedziała nam na wiele pytań, które w wieku nastoletnim zaczęły ciekawić.

Ta książka jest wciąż aktualna, a nam w sposób delikatny, przyswajalny wyjaśniła  wiele aspektów w temacie naszego ciała, seksualności i odpowiedziała na wiele dręczących pytań.

Jeśli macie Wnuczki w wieku dorastania, to podrzucie im tę książkę, a nie zrobicie nastolatce żadnej krzywdy.

„O dziewczętach dla dziewcząt”

 

Mamo, czy miesiączka zawsze boli? Czy można zajść w ciążę za pierwszym razem? Jak to jest u ginekologa? Chciałabyś zapytać, ale jest Ci głupio. I w ogóle nie radzisz sobie z tym okropnym dojrzewaniem. Z nieodwzajemnionymi miłościami…. zdradami przyjaciółek…. domowym rygorem…. nauczycielami, którzy się uwzięli…. niewiarą w siebie…. huśtawką nastrojów…. ciałem, które pęcznieje, miewa pryszcze, poci się i wygląda nie tak jak trzeba… Och, brakuje Ci kogoś, kto by wszystkie niepokoje i pytania potraktował poważnie, kto by O TYCH SPRAWACH fachowo i życzliwie POROZMAWIAŁ. Wiesz o seksie więcej niż mama, gdy była w Twoim wieku, ale ta wiedza wygląda jak rozrzucone elementy puzzli. Przeczytasz tę książkę – i puzzle się ułożą.

A teraz przystępuję do ataku.

Codziennie się budzę z myślą, że już w moim kraju nic mnie nie zaskoczy, ale niestety – zaskakuje.

Za rządów PiS durnota i ciemnota mnie zaskakuje, bo jak czytam poniższe, to krew mnie zalewa.

Ja chcę nowoczesnych, naukowych poglądów dla moich Wnuków, a nie kościelnych dyrdymałów.

Moje Wnuki rosną i rosną jak młode listki na drzewach wiosną i czeka je taka ciemnota!

Ja się z tym nie godzę, bo pragnę, by moje Wnuki wyrosły na światłych ludzi, ale czy uda się uciec od ciemnogrodu – oto jest pytanie?

Ekspertka MEN od edukacji seksualnej: „Stosowanie prezerwatywy POWODUJE RAKA PIERSI! Kobieta pozbawiona DOBROCZYNNEGO WPŁYWU NASIENIA choruje”

Podczas Czarnego Protestu walczono nie tylko o możliwość legalnej i bezpiecznej aborcji, ale także edukacji seksualnej, która miałaby zmniejszać liczbę niechcianych ciąż, a zwiększać wiedzę o zdrowiu i zagrożeniach przemocy seksualnej. Ministerstwo Edukacji Narodowej ma jednak własną koncepcję przeciwdziałania zagrożeniom. Na ekspertkę do spraw wychowania seksualnego powołano konserwatywną prof. Urszulę Dudziak, która uważa antykoncepcję za… „przejaw niedojrzałości”.

Urszula Dudziak, która uważa, że zabezpieczanie się przed niechcianą ciążą i chorobami przenoszonymi drogą płciową prowadzi do „uzależnienia od seksu”, pracuje właśnie nad nowym, oficjalnym podręcznikiem wychowania do życia w rodzinie. Wiadomo już, że szeroki temat edukacji seksualnej będzie zawężony do tematyki życia w tradycyjnym, katolickim małżeństwie. Choć treść podręcznika nie została jeszcze ujawniona, główne tezy autorki można już wywnioskować z jej wcześniejszych publikacji.

Marzył jej się podręcznik totalny. W stu procentach katolicki, z poradami na temat naturalnego planowania rodziny - tygodnik Polityka cytuje byłego doktoranta Dudziak. Próbowała go przeforsować, ale wciąż trafiała na opór MEN. Frustrowało ją to. Odżyła, kiedy PiS doszło do władzy i minister Anna Zalewska zaproponowała jej opracowanie nowej podstawy programowej.

Na podstawie dotychczasowej działalności Dudziak na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i z wypowiedzi w Radiu Maryja jedyną akceptowaną przez nią formą „antykoncepcji” jest kalendarzyk, czyli w zasadzie metoda planowania ciąży, a nie zapobiegania jej. Uważa, że „płodność to nie choroba, żeby z nią walczyć”, a do tego kobieta… nie powinna rezygnować z „dobroczynnego działania spermy”:

Stosowanie prezerwatywy i stosunek przerywany powoduje raka piersi, a kobieta pozbawiona dobroczynnego wpływu nasienia choruje - twierdziła Dudziak.

Dobrodziejstwo to jest jednak zarezerwowane dla mężatek – pary do czasu obowiązkowego ślubu kościelnego powinny przejść etap „seksualnego milczenia”. Zaleca też wstrzemięźliwość, gdyż rozładowanie napięcia seksualnego przez masturbację jest „zubażające”.

Koncentracja na własnym narządzie nie zastąpi bogactwa osobowego kontaktu dwojga - zapewnia Dudziak. Żałosna próba dostarczenia sobie samemu przyjemności seksualnej ogranicza człowieka i zubaża.

Najważniejszą nowością, jaką proponuje Dudziak, jest… prześwietlanie nauczycieli w ramach wdrażania nowego programu nauczania. Według niej należy weryfikować życie prywatne zwłaszcza tych osób, które są „laickie” i głoszą odmienne poglądy obyczajowe.

Rozwiedziony albo żyjący w konkubinacie może negatywnie wpłynąć na postawy uczniów- twierdzi ekspertka MEN i radzi unikać nauczycieli z rodzin inteligenckich: więcej osób aprobujących katolicką moralność małżeńsko-rodzinną wywodzi się ze środowisk robotniczych i chłopskich.

Według Dudziak pomocny w weryfikacji byłby system donosicielstwa, bo życie prywatne nauczycieli powinno być przedmiotem zainteresowania nie tylko dyrektorów szkół, ale również innych nauczycieli oraz rodziców uczniów.

Wyobrażacie sobie „edukację seksualną” dzieci pod kierunkiem takiej profesor?



 


http://www.pudelek.pl/artykul/101496/ekspertka_men_od_edukacji_seksualnej_stosowanie_prezerwatywy_powoduje_raka_piersi_kobieta_pozbawiona_dobroczynnego_wplywu_nasienia_choruje/

Print Friendly

Nie dam się zastraszyć!

Mój blog zatacza coraz szersze kręgi i ludzie mnie czytają, ale kompletnie bez zrozumienia.

Jeśli coś piszę, to nie po to, by kogoś urazić, ale są tematy, o których aż chce się pisać i życie dostarcza ich coraz więcej.  Jednak ludzie różnie moje słowa interpretują i jedna pani drugiej pani w małomiasteczkowym środowisku przekazuje i jest to powód do plotek.

Ludzie zawsze kochali ploteczki i czerpią je zewsząd, aby tylko coś się działo i było o czym rozmawiać przy kawie, albo w pracy – tzw. ciotki klotki, a ja nie cierpię plotek!

Muszę więc cedzić słowa i dlatego więcej na blogu będzie kopiuj – wklej, niż moich osobistych przemyśleń. Jednak sobie myślę, że nie należy dać się zastraszyć!

Szkoda, że tak mi się zamyka buzię i może czas zamknąć tego bloga, by otworzyć innego – mniej popularnego? Trzeba to przemyśleć, choć „Lustro codzienności” jest mi bardzo drogie i ja wytrwam!

Trudno też w dzisiejszych czasach pisać o polityce, bo robi się w kraju coraz groźniej i już zamykają ludzi za poglądy i przeszłość. Mogą zamknąć i mnie!

Robi się jak w Korei i niedługo brat będzie donosił na brata i w końcu dojdzie do walki bratobójczej!

Każdego dnia w obecnej rzeczywistości, czyta się od rana o strasznych postanowieniach tego rządu, które godzą w naszą wolność słowa i nie tylko.

Dziś przeczytałam, że za handel w niedzielę sprzedawcy będą zamykani do więzienia, ale to nie wszystko, bo kupujący też pójdzie do więzienia.

Płakać się chce z tego powodu, że oni mogą zrobić z nami wszystko, bo mają większość i będą nas każdego dnia straszyli. Nie wyjdziemy na ulicę demonstrować, bo wejdzie zakaz zgromadzeń!

A teraz przyszedł czas na wklejkę, choć jak pisałam nie dam się zastraszyć!

Ciekawe jak się czują Ci, którzy przy urnach nie myśleli!

Moje państwo chce, bym stąd wyjechał

29 listopada 2016 | 14:42
Mój list jest wyrazem bezsilności wobec rzeczywistości, która jeszcze niedawno zdawała mi się mnie nie dotyczyć.

Postanowiłem napisać, ponieważ przeczytałem artykułyWojciecha Czuchnowskiego dotyczące obniżenia emerytur „pracownikom państwa totalitarnego”. 

Mój list jest wyrazem bezsilności wobec rzeczywistości, która jeszcze niedawno zdawała mi się mnie nie dotyczyć. Nie potrafię powiedzieć, czego spodziewam się po tej korespondencji. Nie wiem, czy mogę czegokolwiek… 

Jestem 33-letnim, starszym synem 57-letniego, emerytowanego oficera policji w stopniu nadkomisarza. Mój ojciec po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia na wymarzonym Wydziale Lotnictwa Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie. 
Ze względów zdrowotnych zmuszony był do ich przerwania na trzecim roku nauki. 
Ukończył kurs nauczycielski, przez jakiś czas pracował w szkole podstawowej (uczył WF-u i PO). Dyrektorem tej szkoły była moja babcia, członkini PZPR; można zatem powiedzieć, że ojciec był lokalnym „dzieckiem resortowym” :-). 

Ukończył cywilne studia pedagogiczne ze stopniem magistra. W 1987 roku rozpoczął pracę w milicji w niewielkim, dziś powiatowym mieście w środkowej Polsce. Następnie przeszedł pozytywną weryfikację i przez kolejnych 18 lat pełnił służbę dla III RP.
Przez cały ten czas z dumą i szacunkiem nosił mundur, w klapę którego była wpięta dęblińska odznaka spadochroniarza. Był uczciwym, zasadniczym policjantem i dobrym człowiekiem, czym zyskiwał szacunek i zaufanie ludzi. Był silnym mężczyzną, który często powtarzał swoim synom, jak ważna jest Ojczyzna. 

Jest świadomym patriotą, pasjonatem historii, który z szacunkiem odnosi się do przeszłości, kultury i dziedzictwa naszego kraju. Zarówno on, jak i jego mama wychowywali nas w poczuciu godności, dumy z historii i przynależności do Wspólnoty – Polski. Ze świadomością ofiary, jakiej wymagała wolność. Zawsze dbał o szacunek dla instytucji policji i o honor funkcjonariusza. Jest uczciwym obywatelem. Płaci podatki, nie jeździ na gapę, dokarmia zwierzęta, nie wyrzuca śmieci do lasu. 

Kilka dni temu dowiedział się, że jest nikim 

Patrzę na Niego i jest mi przykro. I nie dowierzam, do czego skłonne jest państwo prawa, aby w imię poklasku gawiedzi, zadowolenia kościelnych hierarchów pozbawić swoich małych, ale szlachetnych (a może po prostu uczciwych, oddanych) obywateli godności, przekreślić ich dokonania, uczciwy wkład w kształtowanie nowej Polski w tamtych przecież trudnych, niejednoznacznych czasach przełomu, choćby nawet był on, zachowując proporcje, niewielki. 

Patrzę i jest mi wstyd, że żyję w takim kraju. Chciałbym mojemu ojcu jakoś pomóc. A nie mam pojęcia jak. Wiem, że w 2009 roku był podobny projekt ustawy, który przepadł w Trybunale Konstytucyjnym. Ale teraz… 

Mój młodszy brat od kilku lat służy w policji. Od dziecka marzył o mundurze… 

Ja jestem lekarzem 

 Pracuję w dużym ośrodku szpitalnym w Trójmieście. I chociaż to już wątek na inną historię, chcę go rozwinąć. Poza publicznym pracuję w sektorze prywatnym, spędzam w sumie ponad 300 godzin każdego miesiąca, pracując, aby zapewnić odpowiedni poziom życia sobie i swojej rodzinie. 
Do tej pory nie obciążałem państwa swoimi potrzebami. Spłacam kredyt mieszkaniowy, moje dziecko wraz z żoną zaszczepiliśmy prywatnie, chodzi do prywatnego przedszkola, ma prywatnego pediatrę. Nie odebraliśmy „becikowego”. Nie obciążamy systemu. I do tej pory jedyne, czego oczekiwałem od państwa, to to, żeby mi i mojej rodzinie nie przeszkadzało.

Okazało się, że to jednak oczekiwania wygórowane 

Moje państwo chce bowiem obciążyć moją działalność gospodarczą podatkiem, który ma rzucić mnie na kolana i zrównać z kolegami z dzieciństwa, którzy zamiast uczciwej, opodatkowanej pracy utrzymują się z nielegalnego zatrudnienia, dzięki czemu utrzymują prawo do otrzymywania zasiłku „500 plus”. 
  
Moje państwo zwraca się przeciwko mnie. Moje państwo chce, bym stąd wyjechał. 

Jest mi z tym źle. 


http://wyborcza.pl/7,95891,21046900,moje-panstwo-chce-bym-stad-wyjechal.html

Print Friendly

„Odchodząc” – to film o wielkiej miłości

„Odchodząc”, to tytuł filmu francuskiego i muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawe kino i świetnie zrealizowane.

Akcja jest płynna, co nie pozwala się na filmie nudzić ani chwilki.

Mamy odwróconą sytuację, że to nie mąż znajduje sobie kochankę, a właśnie żona zakochuje się bez pamięci w innym mężczyźnie.

Miała bardzo poukładane życie, że niczego jej nie brakowało. Dom wygodny, udane dzieci i ustawiony i dobrze zarabiający mąż.

Nie pracowała, a jedynie zajmowała się domem i wychowywaniem dwójki dzieci. Wydawałoby się, że jest szczęśliwą i spełnioną 40 letnią kobietą dobrze wyglądającą.

Jednak z czasem to życie mieszczańskie zaczyna ją nudzić i prosi męża o to, by mogła wrócić po 20 latach do swojego zawodu fizykoterapeutki.

Mąż się zgadza i zaczyna się remont przydomowego pomieszczenia na jej gabinet.

Mąż zatrudnia hiszpańskiego emigranta, zresztą kryminalistę i nagle wybucha między tych dwojga jak wulkan niesamowita namiętność.

Ona przyznaje się mężowi do romansu, ale ten za wszelką cenę chce ją zatrzymać w domu i wybacza jej ten romans.

Niestety, ale kobieta zakochuje się do tego stopnia, że jest gotowa zostawić wygodne życie oraz nawet swoje dzieci i pędzi za miłością swojego życia.

Mąż odcina ją od pieniędzy. Blokuje jej karty kredytowe, ale nie udaje się mu zniechęcić jej do kochania mężczyzny, zwykłego robotnika.

A teraz zapraszam do obejrzenia tego filmu, który pokazuje, że z wielką miłością jeszcze nikt nie wygrał.

Mądre kino i niby to dramat, a może melodramat, ale jest nad czym pomyśleć po obejrzeniu tego filmu.

Print Friendly

„Elena”, to film godny polecena

Obejrzałam dzisiaj film rosyjski pt. „Elena”, ale nie mam głowy, by pisać własnej recenzji z powodu choroby Mamy, a więc robię wyjątek i wklejam recenzję z sieci.

Film jest godny polecenia, choć temat filmu jest niesłychanie dołujący, bo o starości i pieniądzach!

 

„Elena” jest kolejnym filmem Andrieja Zwiagincewa znanego i cenionego za „Powrót” i „Wygnanie”. Jest to opowieść o wyrachowanym i cynicznym bogatym mężczyźnie imieniem Wladimir oraz o pielęgniarce – Elenie.

Na pozór nic ich nie łączy, jednak oboje na swój sposób wypełniają pewien układ. Ona opiekuje się nim, a on ma pieniądze.

Pewnego dnia mężczyzna trafia do szpitala po zawale serca. Uświadamia sobie, że nie pożyje za długo, dlatego postanawia sporządzić testament, w którym cały swój majątek pozostawia córce, zaś Elenie zapisuje jedynie dożywotnią comiesięczną pensję. Kobieta cały czas miała nadzieję, że Wladimir pomoże finansowo synowi z jej poprzedniego małżeństwa, jednak kiedy ta perspektywa zostaje zburzona, Elena obmyśla tragiczny w skutkach plan, który wpłynie na życie wszystkich jej bliskich.

Tego rodzaju produkcje w Polsce są zwykle przyjmowane przez wąskie grono odbiorców o specyficznym, wyrobionym guście.

Nie jest to kino komercyjne, ale ambitne, nagradzane w Cannes oraz nominowane do Europejskiej Nagrody Filmowej 2011. Już samo to jest dobrym powodem, żeby obejrzeć „Elenę”.

Od razu w oczy rzuca się surowy realizm tego filmu, ale też duża dbałość, a wręcz pietyzm z jakim stworzony został ten obraz. Ciekawy jest sam fakt kreowania postaci. Początkowo widz czuje się silnie związany z główną bohaterką, co powoduje, że jej rozterki można łatwiej zrozumieć i odczuć. Można też powiedzieć, że jest to prosta historia o tym, co się dzieje, gdy do głosu dochodzą najprymitywniejsze popędy.

Jest to historia dwojga ludzi, którzy żyją obok siebie, mają własne sprawy na głowie, i mimo że są małżeństwem, każde walczy o to, by jego potomstwo górowało. Po tym filmie łatwiej przełamać niechęć do kina rosyjskiego naszpikowanego propagandą i miłością obywateli do aktualnej władzy.


http://www.twojefilmy.pl/elena/

Print Friendly

O moja Polsko! Cóż oni ci robią?

Kiedy ponad rok temu toczyły się rozmowy, na kogo by tu oddać głos w wyborach ostrzegałam kogo tylko mogłam.

Czułam, że kiedy PiS dojdzie do władzy to zrobią w kraju armagedon na skalę światową. 

Wiedziałam, że te ich rządy do niczego dobrego nie doprowadzą, ale nie wiedziałam tylko, że nastąpi to tak szybko.

Już minął ponad rok tego nierządu, a Polska zamienia się w ruinę. 

Nie byłoby to takie bolesne, jeśli nie przeżyło się 25 lat z hakiem w miarę normalnym kraju.

Teraz przecieram oczy ze zdumienia każdego dnia z powodu draństwa, niekompetencji, mściwości tych ludzi, którzy do władzy się dorwali.

Boję się o moje Wnuki, bo czytam w sieci różne kwiatki.

To nie są zmyślone tematy, bo staram się czytać ludzi mądrych, których ta destrukcja boli tak samo jak mnie.

Przeczytajcie!

 

ppłk Adam Mazguła - pisze:

Młodzież nie ma swoich bohaterów i wzorców wartości!
Dwa ostatnie dni spędziłem wśród młodzieżowych liderów organizacji pozarządowych. Opowieści ze szkoły zatrważają!
Przekazała mi pewna nauczycielka informację, że na lekcji szkolnej w gimnazjum, omawiano bohaterów narodowych. Młodzież burzyła wszystkie autorytety narodowe. Okazało się, że Tadeusz Kościuszko to zdrajca bo walczył z biskupami, za co Polska popadła w niewolę. Lech Wałęsa to komunistyczny „Bolek” , a Józef Piłsudski to lewak, który na dodatek zorganizował przewrót majowy. Skąd więc ta wiedza spytacie? Od pani katechetki z lekcji religii. 
To nie odosobniony przypadek. Młodzież jest zagubiona. Politycy, których jest najwięcej w mediach udowadniają, że kłamstwo się opłaca, a oszustwo pozostaje bez konsekwencji. Opluwa się autorytety, niszczy wartości. W domach, na podwórkach szkolnych i w kościołach karmi się dzieci propagandą podziału społecznego i walki z wszystkimi i o wszystko. 
Młodzież ucieka w świat wirtualny. Wartością stały się pokemony, wzorcem bohaterowie kreskówek, czy gier wojennych. Wojna stała się grą przygodową w zabijanie. Słabsi uciekają w dopalacze i narkotyki. 
To się dzieje naprawdę. 
To my dorośli odpowiadamy za upadek wzorców naszych wartości, co w konsekwencji powoduje, że młodzież wzrasta obok społeczeństwa. 
Jak się bronić? Polecam zaangażowanie w harcerstwo, w kluby sportowe, muzykę, koła naukowe. Wszystko to, co odciągnie uwagę dzieci od telewizora i ulicznych staczy w bramach. Na uspokojenie nastrojów społecznych i modę na odpowiedzialność za czyny i słowa, które to, mogły by stać się wzorcem dla młodzieży, w obecnym czasie nie liczę! . 
I jeszcze jedno ! Musimy pogonić ze szkoły katechetów, którzy niszczą dziecięce umysły.

Print Friendly